Przywilej czy permanentna odpowiedzialność?

John Medina w swojej fascynującej opowieści o biologicznych uwarunkowaniach funkcjonowania człowieka, w części poświęconej „komórkom strachu”, tak zaczyna opis tego, co dzieje się w naszym organizmie w chwili zagrożenia:

Komórka nerwowa oglądana pod mikroskopem wygląda dość dziwacznie. Tak mógłby wyglądać mop, gdyby przerazić go do nieprzytomności. Na jednym końcu znajduje się szalona plątanina sznurków, które naukowcy nazywają dendrytami. Przyczepione są one do struktury o kształcie kuli – tzw. ciała komórki, zawierającego jądro komórkowe. Jądro, to torba, w której znajduje się informacja genetyczna neuronu. Ciało komórki przyczepione jest z kolei do struktury wyglądającej niemal jak trzonek mopa, zwanej aksonem.

Tak jak powiedział przebywający u nas gościnnie wykładowca, istnieją miliardy takich rzeczy, upakowane w naszych czaszkach, trajkoczące ze sobą w elektrycznej ekstazie. Sposób, w jaki jeden neuron stymuluje inny, by przekazać mu informację, jest na tyle skomplikowany, że przyda się nam wrócić do świata Piątego Kręgu po jeszcze jedną średniowieczną analogię...

Źródło: Michał Maryniak (archiwum własne)


W tak barwny sposób profesor Medina, szef instytutu badawczego Center for Mind, Brain and Learning i konsultant do spraw neurobiologii ludzkiego zachowania, opowiada o procesach warunkujących nasze zachowanie.


Strach towarzyszy nam zawsze. Może nas pobudzać do działania, a może również paraliżować powodując bierne otępienie. Nie ma w tym nic, czego nie można by przewidzieć. Pod jednym warunkiem – trzeba mieć świadomość zjawisk zachodzących w naszych głowach i trzeba umieć je rozpoznawać.


Sygnał o potencjalnym niebezpieczeństwie przekazywany jest dwiema drogami neuronalnymi: szybką, tzw. dolną i wolną, górną. Droga dolna, to grupa neuronów, która omija resztę mózgu i prowadzi bezpośrednio do generującego strach ciała migdałowatego. W rezultacie, ciało migdałowate wyzwala klasyczną reakcję lękową ze wszystkimi, dobrze nam znanymi, objawami. Jaki z tego wniosek? Organizm reaguje szybko, zagrożenia możemy sobie jeszcze nie uświadamiać, ale reakcje już będziemy odczuwać. Znamy to.


Jest jeszcze druga droga – wolniejsza, aktywowana zaraz po sygnale o potencjalnym niebezpieczeństwie. Wzgórze wysyła informacje do kory czuciowej w wyższych ośrodkach mózgu, odpowiedzialnej za przetwarzanie bodźców. Tam powstaje dokładniejsza reprezentacja, a dane są odpowiednio przetwarzane i interpretowane. Następnie sygnał wraca do ciała migdałowatego, czyli do tego samego miejsca, do którego dotarł już impuls drogą szybką. Tym razem jednak, mamy już świadomość sytuacji. Czyli wiemy, że się boimy i wiemy, co powoduje nasz strach. Opracowanie bodźców przez nasz mózg wymaga czasu – czasu, którego w bezpośrednim zagrożeniu po prostu nie ma. Dlatego są dwie drogi i dwie reakcje, mimo że objawowo tożsame, ale zupełnie inaczej uwarunkowane.


Dlaczego o tym piszę?

Posiadanie broni nie jest, jak często podkreślają to sądy w interpretacjach ustawy, jakimś szczególnym przywilejem. Posiadanie broni, to głównie permanentna odpowiedzialność za to, co trzymamy w ręku i za to, co może się wydarzyć. Nie wszyscy są do tej odpowiedzialności predestynowani. Nie wszystkim jest ona potrzebna. Nie wszyscy chcą ją ponosić. W naszej, polskiej rzeczywistości mamy generalnie sporo kłopotów z odpowiedzialnością... Za siebie i za swoje otoczenie. W tym obszarze bliżej nam jednak do kręgów kultury wschodnioeuropejskiej, bardziej biernej, uzależnionej i programowo bezwolnej.


Decyzja o posiadaniu broni nie jest ani prosta, ani łatwa. Oczywiście, decyzja świadoma. Broń nie jest niebezpieczna – niebezpieczna może być tylko sytuacja, w której zostanie użyta. Jeśli chcemy mieć broń, musimy umieć się nią posługiwać, ale przede wszystkim musimy umieć analizować i interpretować sytuację. Użycie broni jest rozwiązaniem ostatecznym, dlatego warto znać procesy zachodzące w mózgu zanim sięgniemy do kabury i naciśniemy cyngiel... Warto pamiętać o szybkich i wolnych drogach neuronalnych... i o „nieprzytomnie przerażonych mopach” w naszych głowach...


Powtórzę jeszcze raz to, co miałem już okazję mówić w radiu, czy w telewizji: posiadanie broni nie jest problemem. Nawet skala zainteresowania w społeczeństwie nie jest tak wielka, jak by się mogło wydawać. Ludzie nie chcą brać na siebie dodatkowego ryzyka, myślą i kalkulują racjonalnie – zawsze jest coś, za coś. Problemem jest tylko przygotowanie potencjalnych posiadaczy broni do jej posiadania i konsekwentne określenie właściwych, sensownych i przejrzystych procedur.

Ostatnio opublikowane:
  • YouTube
  • Twitter Ikona społeczna
  • Facebook Social Ikona