Hadasz o jaszan?* O Izraelu przed wyborami

Od izraelskich wyborów parlamentarnych dzielą nas już tylko dwa tygodnie. Swoich sił próbuje kilkadziesiąt ugrupowań, ale tylko ich część ma realne szanse współtworzyć XXI Kneset. Pomimo permanentnego konfliktu z arabskimi sąsiadami i dynamicznego życia w kraju, zwykło się twierdzić, że izraelska scena polityczna jest raczej stabilna i przewidywalna. Czy na pewno tak jest?

Źródło: Pixabay.com

Wygrać znaczy przetrwać

Premier Benjamin Netanjahu, sprawujący swój urząd nieprzerwanie od 2009 r., jako pierwszy na dobre rozkręcił kampanię wyborczą z wykorzystaniem mediów społecznościowych, ze szczególnym uwzględnieniem Instagrama. Ochoczo relacjonuje swoje wizyty u izraelskich rodzin podczas których dopytuje z troską o ich problemy i oczekiwania wobec przyszłej kadencji. Z pozostałych treści płynie komunikat jakoby był jedyną nadzieją dla państwa, a polityczni przeciwnicy ukazywani są wręcz jako szaleńcy, którzy popychają państwo w przepaść. Syreny ostrzegawcze, które zawyły wieczorem 14 marca, zmuszając mieszkańców Tel Awiwu do porzucenia swoich zajęć i udania się do schronów, tylko spotęgowała stan napięcia. To pierwsza taka sytuacja od 2014 r. i wojny w Strefie Gazy. Z kolei w poniedziałkowy poranek 25 marca rakiety spadły na północny Tel Awiw, niszcząc budynek mieszkalny i raniąc siedem osób.

Sytuację poważnie komplikuje zapowiedź wysunięta przez prokuratora generalnego dotycząca zarzutów korupcyjnych, które krążą wokół premiera już od kilku lat. Wizerunkowo nie pomogła też na pewno ostatnia wymiana zdań z aktorką i prezenterką telewizyjną Rotem Sela, która stwierdziła, że Arabowie są równymi obywatelami Izraela. Szef rządu za pośrednictwem Twittera postanowił uświadomić jej, że w świetle uchwalonej w lipcu 2018 r. ustawy wcale tak nie jest, bo jest to państwo żydowskie. Odpowiedź spotkała się z protestem izraelskich artystów. Netanjahu próbuje też utrzymać zainteresowanie mediów z daleka od swojej rodziny – żony Sary, której również postawiono zarzuty o defraudację środków publicznych, oraz syna Yaira, który na jednym z ujawnionych nagrań sprzed roku odnosi się do podejrzanych interesów ojca.

Lutowa konferencja bliskowschodnia w Warszawie i słowa szefa izraelskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Israela Katza o „wyssaniu antysemityzmu przez Polaków z mlekiem matki” (będące zresztą dokładnym powtórzeniem wypowiedzi premiera Icchaka Szamira sprzed prawie trzydziestu lat) otworzyły kolejny rozdział historii toczącej się już ponad rok (jeśli za jej początek uznać przygotowaną przez polski rząd ustawę o IPN). Część komentatorów zarówno polskich, jak i izraelskich, odbiera takie zajścia jako próbę odwrócenia uwagi opinii publicznej od afer politycznych i skierowanie jej na inne bieżące wydarzenia. Niestety, wszystko to odbywa się kosztem relacji pomiędzy naszymi narodami, w które zupełnie niepotrzebnie po raz kolejny wdarła się polityka.

Wielu Izraelczyków, szczególnie młodych, pytanych o opinię na temat rządu i potencjalnych zmian, które mogą zajść w kwietniu, nie potrafi jednoznacznie wyrazić swoich poglądów. „Bibi” jest dla nich uosobieniem stabilności i pewnego rodzaju przewidywalności. Mają świadomość nieraz sztucznie wyreżyserowanych materiałów publikowanych w mediach oraz cynicznych komentarzy do rzeczywistości. Choć bezpieczeństwo jest dla Izraelczyków jednym z ważniejszych priorytetów, nie do wszystkich też przemawia antyarabska retoryka, a wsparcie finansowe dla osadnictwa, również ze źródeł zagranicznych, uważają za jeden z wielu powodów, dla którego trudno zakończyć konflikt izraelsko-palestyński.

Alternatywy

Postacią która jest największym zagrożeniem dla pozycji Benjamina Netanjahu jest Benny Gantz. Oficer dyplomowany i były szef Sztabu Generalnego Sił Obronnych Izraela w latach 2011 – 2015 założył w lutym tego roku wraz z liderem partii Jesz Atid (z j. hebr. Jest Przyszłość), Jairem Lapidem formację Kahol Lavan (Biało-Niebiescy), które wchłonęły właśnie Jesz Atid i Hosen Israel, poprzednią partię Gantza. Opowiadają się za skutecznym porozumieniem z Palestyńczykami, ale przede wszystkim kreują siebie jako alternatywę dla obecnego, rzekomo skorumpowanego, rządu. Kilka tygodni temu media doniosły o planach wniesienia oskarżenia o nadużycia seksualne przez znajomą polityka, gdy uczyli się w szkole średniej w Tel Awiwie w latach siedemdziesiątych. Takie rewelacje mogłyby wyjść na jaw na każdym poprzednim etapie jego kariery w armii, ale dziwnym przypadkiem pojawiły się w samym środku kampanii wyborczej. Z kolei według doniesień Kanału 12 izraelskiej telewizji Gantz miał w niedawnej przeszłości być inwigilowany przez irańskie służby specjalne. Z punku widzenia obecnego rządu Iran jest największym zagrożeniem dla Izraela, więc podejrzenia nabierają mocy.

Pozostali „wspierający” gracze to Jamin Hahadasz (Nowa Prawica), założona przez Naftalego Bennetta, ministra edukacji w rządzie Netanjahu, nie bez powodu nazywanego kopią Likudu. Israel Beteinu (Nasz Dom Izrael), kojarzona tradycyjnie z reprezentowaniem interesów Żydów przybyłych z krajów byłego ZSRR, opuściła koalicję stworzoną Likudem, a jej szef Awigdor Liberman zrezygnował z pełnienia funkcji ministra obrony (co można właściwie uznać za główny powód wcześniejszych wyborów). Pośrodku politycznego kompasu sytuuje się Kulanu (My Wszyscy), skupiona głównie na problemach klasy średniej, szczególnie na rozwoju budownictwa mieszkalnego i obniżeniu jego kosztów. Na lewicy – Ha-Awoda, czyli Partia Pracy oraz Meretz (Energia), które w zeszłych wyborach wystartowały wspólnie jako Unia Syjonistyczna. Partie religijne, to sefardyjski Szas i aszkenazyjski Zjednoczony Judaizm Tory, które bywają zazwyczaj podporą dla prawicowych partii. W atmosferze niezgody i krytyki natomiast nie dopuszczono do kandydowania Michaela Ben Ariego, lidera partii Otzma Yehudit (Siła Żydowska), którego wypowiedzi uznano za rasistowskie, agresywne i antyarabske. Jej członkowie odwołują się do ideologii rabina Meira Kahane i założonej przez niego organizacji Kach, która została zdelegalizowana w latach dziewięćdziesiątych.

Izraelskich Arabów reprezentować będą Taal i Hadasz. Centralna Komisja Wyborcza wykluczyła z możliwości kandydowania formacji złożonej dwóch partii – Baalad i Raam – ze względu na jej antyizraelskie nastawienie i „negowanie żydowskiego charakteru państwa”. Zarówno kontrowersyjna ustawa z zeszłego roku, jak i brak wspólnego, spójnego stanowiska ugrupowań arabskich, mogą sprawić że głos mniejszości izraelskich będzie słabszy.

Równolegle toczy się w Izraelu dyskusja nad obecnością kobiet w polityce oraz na bardziej znaczących stanowiskach. W obecnym rządzie jest 35 posłanek (na 120 członków Knesetu), a cztery z nich pełnią funkcję ministrów w różnych departamentach – Miri Regev (kultura, sport), Ayelet Shaket (sprawiedliwość), Ifat Sasha Biton (budownictwo) i Gila Gamiel (równość, sprawy młodzieży). Pozostałe znaczące nazwiska, to Tamar Zandberg, szefowa Meretzu, Aida Touma-Suleiman z arabskiej Taal i Stav Shafir z Partii Pracy. Według badań izraelskie kobiety są aktywne na polu edukacji, zdrowia, prawa i opieki społecznej. Bardziej widoczne są w polityce samorządowej, także jako burmistrzynie miast – Beit Shemesh, Yeruham oraz Hajfa. Czy po wyborach statystyki dotyczące płci ulegną zmianie?

Powtórka z rozrywki

W dzisiejszym Izraelu, podobnie jak w wielu innych krajach, możemy zaobserwować kryzys i brak jedności lewicy. Niedawny rozpad Unii Syjonistycznej jest tego dobrym przykładem. Największym poparciem cieszą się ugrupowania centrowe, promujące wolność gospodarczą, świecki styl życia i stawiający w centrum zainteresowania młodych ludzi z klasy średniej, czego uosobieniem jest założona w 2012 r. partia Jesz Atid. Ze względu na rozdrobnienie partyjne często zdarzają się problemy ze sformowaniem koalicji (która jest na ogół niezbędna) oraz wdrażaniem poszczególnych ustaw. Polityczna rzeczywistość jest w Izraelu jest niezwykle dynamiczna, a nadążanie za nią nie jest prostym zadaniem – partie łączą się w większe formacje i równie szybko rozstają. Brak odpowiednich proporcji w parlamencie sprawia, że do władzy mogą dochodzić czasem ugrupowania ekstremistyczne lub jedna partia rządzi przez długi okres czasu (gdy na początku istnienia państwa monopol na władzę posiadała lewica, a przez ostatnich kilkanaście – prawica).

Sytuacja staje się podobna do tej z 1984 r., kiedy ze względu na równowagę sił między prawicą a lewicą politycy Likudu musieli podzielić się częścią stanowisk z opozycją, czyli Izraelską Partią Pracy. Wyzwaniem dla każdego kolejnego rządu jest też dialog i współpraca z ugrupowaniami religijnymi, które egzekwują obecność elementów prawa żydowskiego w świeckim systemie legislacyjnym i sprzeciwiają się obowiązkowej służbie w armii dla ortodoksów. O problemy wizerunkowe na arenie międzynarodowej też prosić się nie trzeba – opublikowany w zeszłym miesiącu raport ONZ próbuje dowieść, że Izrael popełniał zbrodnie wojenne, a wojsko nadużyło siły podczas zamieszek na granicy ze Strefą Gazy. Manifestowanie przyjaźni ze Stanami Zjednoczonymi również stało się ważnym elementem kampanii wyborczej, szczególnie w kontekście decyzji prezydenta Donalda Trumpa o uznaniu Wzgórz Golan za integralną część Izraela oraz wycofania wojsk z Syrii. Jak zwykle każdy rząd chce być TYM właśnie rządem, który doprowadzi do ostatecznego porozumienia z Palestyńczykami. Tymczasem kolejne incydenty z ostrzałami i odwetami z izraelskiej strony nie są tego zwiastunem. Kraj czeka też masowa impreza – Konkurs Piosenki Eurowizji, co wymagać od służb gotowości i profesjonalizmu w kwestii bezpieczeństwa. Komu Izraelczycy powierzą to zaufanie?

W wieczór wyborczy w 1996 r. niemal cały Izrael były przekonany, że zwycięży w nich Partia Pracy, a premierem nadal pozostanie jej przywódca Szimon Peres. W ciągu jednej nocy słupki wyborcze wykonały saldo i poranne wyniki ujawniły że stanowisko to obejmie jednak Benjamin Netanjahu, a do władzy znów powraca prawica. Czy po 9 kwietnia będziemy równie zaskoczeni? O tym już wkrótce.

*Hadasz o jaszan? – Nowe czy stare?

Ostatnio opublikowane:
  • YouTube
  • Twitter Ikona społeczna
  • Facebook Social Ikona