W labiryncie

Konferencja Bliskowschodnia to ciekawe studium przypadku, które otwiera oczy na stan polskiej polityki zagranicznej. PiS nadał jej olbrzymi wymiar propagandowy, porównując ze szczytem NATO w Warszawie i konferencją klimatyczną w Katowicach. Miała służyć tezie o wejściu Polski do centrum światowej polityki i uzyskaniu przez nią dużej pozycji globalnie. Została jednak przyćmiona irańskimi pomrukami niezadowolenia i obraźliwymi uwagami premiera Izraela wobec Polaków.

Fot. Tymon Markowski, Ministerstwo Spraw Zagranicznych

Już samo ogłoszenie jej przez Mike’a Pompeo przyniosło zgrzyt. W wywiadzie dla Fox News podczas wizyty w Egipcie, sekretarz stanu USA przedstawił się jako gospodarz konferencji w Warszawie i nadał jej jednoznacznie antyirańskie ostrze. Nic dziwnego. Po wycofaniu się z porozumienia w sprawie zaprzestania przez Iran badań nad bronią nuklearną, USA próbują wywrzeć nacisk jej sygnatariuszy, w tym Francję, Niemcy, Wielką Brytanię i Unię Europejską, aby poparli amerykańskie stanowisko w tej sprawie. Polska, która wyraziła zgodę na goszczenie konferencji, wydawała się idealnym partnerem do budowy opozycji wobec stanowiska unijnego od środka UE. Jednak jednostronny komunikat Pompeo stworzył wrażenie całkowitego uprzedmiotowienia i podporządkowania Polski polityce amerykańskiej. Jest to sprzeczne z oficjalnymi postulatami PiS prowadzenia polityki suwerennej i godnościowej. I bardzo bliskie tezie Sikorskiego o wasalnym podejściu części polityków polskich do USA.


Jednocześnie pojawiły się pytania o powód zmiany polskiej polityki na Bliskim Wschodzie. Do tej pory potrafiliśmy łączyć krytycyzm wobec krajów stanowiących zagrożenie dla pokoju w regionie i wsparcie dla Izraela oraz polityki USA z utrzymywaniem dobrych stosunków z wszystkimi stronami konfliktu. Przypomnijmy, że zarządzając środkowo - południową strefą w Iraku, polskie władze blisko współpracowały z obłożonym wówczas sankcjami amerykańskimi Iranem. Organizacja Konferencji Bliskowschodniej w Warszawie oznaczała jednak, że Polska przyjmuje rolę prawej ręki polityki USA wobec Iranu w Unii Europejskiej i musiało spotkać się zimnym przyjęciem w Brukseli oraz z ostrą kontrą Teheranu. Szefowa dyplomacji unijnej, pani Mogherini odmówiła w niej udziału, podobnie szefowie MSZ Francji i Niemiec. Iran zaś zaczął grozić traktowaniem Polski jako kraju wrogiego. W odpowiedzi Polski MSZ zaczął przekonywać rząd ajatollahów, że konferencja, wbrew zapowiedziom Pompeo, nie będzie miała charakteru antyirańskiego. W efekcie Teheran zobowiązał Warszawę do usunięcia antyirańskich treści, od tego uzależniając dalsze dwustronne relacje. W taki sposób staliśmy się podwójnym zakładnikiem, raz amerykańskim, musząc realizować zobowiązania, dobrowolnie podjęte wobec głównego sojusznika, dwa - irańskim, chcąc z powodów bezpieczeństwa zmienić wydźwięk konferencji, w sprzeczności z amerykańskimi oczekiwaniami. Istna kwadratura koła.


Dodatkowo kolejny raz jednoznacznie poparliśmy stanowisko amerykańskie przeciw unijnemu, gdy podział Zachodu jest sprzeczny z polskim interesem. Budowa znaczenia Polski dla polityki amerykańskiej nie tłumaczy scedowania suwerenności na rzecz USA. Można zwiększać zainteresowanie Waszyngtonu Polską, wychodząc naprzeciw globalnym wyzwaniom w zgodzie z własnym interesem i strategicznymi korzyściami dla sojuszu.


PiS przyjmując rolę jedynie wykonawcy polityki amerykańskiej, de facto rezygnuje z partnerskiej pozycji wobec europejskich sojuszników. Każdy ambasador unijny w Polsce zacznie briefowanie swojego szefa od podkreślenia braku naszej samodzielności w relacjach z USA. I będzie to odebrane jako wyraz słabości, a nie siły. Swoje interesy będą negocjowali nie z Warszawą, lecz z Waszyngtonem. PiS bezpodstawnie lekceważy stanowisko Unii Europejskiej w sprawach bezpieczeństwa, choćby dotyczące sankcji wobec Rosji. Rezygnując z atutów, które pozwalają poszukiwać tego co łączy Europę i Amerykę, Polska wycofuje się z obrony swojej racji stanu, którą jest jedność Zachodu.


Jakie zatem są przyczyny polityki, która przez nieuzasadnione podporządkowanie się USA, prowadzi do zagrożenia naszych interesów na Bliskim Wschodzie, a zarazem obniża zdolność realizacji naszych interesów w Unii Europejskiej? Wynika to przede wszystkim z przeszacowania związków z USA i niedocenienia korzyści, jakie daje nam Unia. Czy stanowisko takie wypływa ze względów ideologicznych – bliskości do poglądów prezydenta Trumpa i awersji na europejski model demokracji liberalnej, czy zwykłej kalkulacji – jest sprawą drugorzędną. Ważne są konsekwencje błędnych wniosków, jakie wyciąga PiS. Faktycznie siła odstraszania NATO sprowadza się do potęgi armii amerykańskiej, jednak aby zostać użyta w Polsce, potrzebuje logistyki z Niemiec. I dalej - zwiększenie obecności wojskowej USA w Polsce, co ma charakter strategiczny, nie odbędzie się dzięki podwiązaniu się Polski pod politykę amerykańską wobec Iranu, co ma charakter taktyczny. Ta decyzja może być związana wyłącznie z amerykańską percepcją zagrożenia ze strony Rosji, a nie Iranu.


Do błędów natury strategicznej dochodzi brak wyobraźni i zwykłych kompetencji dyplomatycznych. Dyplomacja PiS nie zadbała o zapewnienie minimum powagi dla Polski. Dopuściła do ujawnienia inicjatywy przez stronę amerykańską, jakby naszą rolą było jedynie zapewnienie lokalu i cateringu. MSZ nie rozumiał też wagi konferencji dla dwustronnych stosunków z Iranem. Świadczy o tym podjęta w trybie awaryjnym próba uspokojenia Teheranu. Komunikat, jaki wówczas powstał obniżał wizerunek naszego kraju, jako wchodzącego bez przemyślenia w poważną i ryzykowną inicjatywę, a następnie pod wpływem krytyki odległego Iranu przekonującego, że intencja konferencji jest inna, niż twierdzą jej inicjatorzy. Organizatorzy ze strony Polski nie przewidzieli też konsekwencji udziału w niej premiera Izraela, który wykorzystał konferencję do ogłoszenia ostrego przemówienia wyborczego, skierowanego przeciw Iranowi, jednak także obrażającego gospodarzy.


Niezrozumiały był też proces decyzyjny. Poszukiwanie odpowiedzialnego za zgodę Polski na konferencję zakończyło się fiaskiem. Tak, jakby od miesięcy przygotowywał ją jeden z departamentów MSZ, mający ogólne błogosławieństwo ministra Czaputowicza, który zaczął przyglądać się szczegółom, gdy jej kształt został już przesądzony na niskim szczeblu. Główne wydarzenie dyplomatyczne w kraju było przygotowywane w całkowitej dyskrecji wobec czołowych polityków rządu, zdających się być całkowicie zaskoczonymi ogłoszeniem jej przez Pompeo. Czy tak podejmuje się kluczowe dla bezpieczeństwa Polski decyzje? Niestety tak wygląda cała polska polityka zagraniczna. Jakby PiS z własnej woli wszedł do labiryntu, z którego nie potrafi znaleźć wyjścia.

Autor: Paweł Zalewski

Ostatnio opublikowane:
  • YouTube
  • Twitter Ikona społeczna
  • Facebook Social Ikona