Restytucja w Polsce

Dlaczego Polska nie chce zajmować się szukaniem prawowitych właścicieli dzieł sztuki zagrabionych w trakcie wojny oraz w latach powojennych?

Odkąd zajmuję się tematem zagrabionych dzieł sztuki, niezależnie od kontekstu, zawsze w końcu pada ten sam argument – owszem Żydów ograbiono, ale myśmy też cierpieli albo Niech Niemcy się najpierw rozliczą.


Dlaczego restytucja dzieł sztuki budzi tak szczególne emocje? Dlaczego, gdy mowa jest o zwracaniu ziem, kamienic czy majątków to, nawet często nie zauważamy w mediach takich działań? Żeby odpowiedzieć na te pytania, najpierw zapraszam do poznania powodów, dla których kradnie się dzieła sztuki oraz dobra kultury.


Powód pierwszy, to oczywiście chęć zysku oraz potrzeba posiadania rzeczy wyjątkowej. Zarówno miliarderzy, którzy posiadają ogromny majątek zdobyty legalnie jak i szefowie mafii oraz liczni krezusi posiadający nielegalne majątki, mają często potrzebę posiadania czegoś co jest unikatowe w skali świata oraz powszechnie znana jest wartość takiej rzeczy. Jest to jeden z powodów, dla którego tzw. anonimowy nabywca kupuje figurkę za 57 milionów dolarów, a rodowa biżuteria carów Rosji cieszy się od zawsze ogromnym zainteresowaniem kolekcjonerów.


Drugi powód – kradzież dzieła sztuki bardzo podnosi jego wartość na rynku. To akcja marketingowa i psychologia w jednym akcie.


Kolejny, to szeroko pojęty biznes. Dopiero dwudziesty wiek nadał dziełom sztuki wartość handlową. Wcześniej grabieże, które od zawsze towarzyszyły podbojom i wojnom, miały na celu zniszczenie historii, przeszłości, kultury kraju podbijanego, oraz często po prostu zastępowały żołd dla żołnierzy. Niszcząc kulturę, zabytki, grabieżca niszczył przeszłość narodu podbijanego. Dlatego, między innymi, najeźdźcy palili za sobą miasta – by ludzie, którzy tam przeżyli, nie mieli nawet czego odbudowywać; by zostali bez korzeni, bez przeszłości. A jednocześnie, ludzie zawsze szukają swoich korzeni, zawsze chcą mieć poczucie, że mają przeszłość; że gdzieś przynależą. Kiedy Niemcy zniszczyli Warszawę, to mieszkańcy tego miasta wracali na zgliszcza w nadziei, że jednak coś znajdą; cokolwiek. Bo kiedy człowiek traci wszystko, to szuka czegokolwiek co daje poczucie, że ma korzenie. To może być filiżanka po babci, brzytwa używana przez pradziadka, wisiorek po mamie, w końcu obraz o ogromnej wartości, który był dumą rodziny. Handel sztuką, który narodził się tak naprawdę w XX wieku, wykorzystuje również wartość emocjonalną dzieł sztuki.


Wracając do pytania – dlaczego Polska nie chce ruszać tematu restytucji w pełnym zakresie? Dlaczego nie chce zajmować się szukaniem prawowitych właścicieli dzieł sztuki zagrabionych w trakcie wojny oraz w latach powojennych?


Nasze polskie podejście jest pełne strachu, że w tej przeszłości czają się fakty, które mogłyby naruszyć naszą świętą wiarę w nieskazitelność naszej historii. Boimy się ryzykować czy czasem w muzeum bądź gabinecie ministra, nie wisi obraz ukradziony przez nazistów. My w Polsce nie lubimy niewygodnych tematów tak bardzo, jak bardzo lubimy zamiatać pod dywan. Boimy się też, że gdy utracimy część muzealiów na rzecz prawowitych spadkobierców, to nagle się okaże, że muzea i instytucje państwowe w których przechowujemy dobra kultury zamienią się w gołe ściany.


Skupiamy się na nazistowskich grabieżach, ale zagrabione dzieła sztuki nie dotyczą tylko okresu wojny i nazistów. Na potrzeby tego artykułu nie będziemy się cofać jednak dalej niż do okresu II Wojny Światowej i lat po niej.


Nie jest tajemnicą, że ludność tuż przed wybuchem wojny oraz zaraz po wrześniu 1939 roku składała cenne dobra rodowe do depozytów muzealnych. Część z tych osób nie przeżyła wojny a kwity depozytowe zaginęły bezpowrotnie. Dziś być może rzeczy te leżą w muzeach jako nieznanego pochodzenia[i]. Nikt nie szuka ich właścicieli. Po wojnie odzyskiwanie dzieł sztuki wcale nie było łatwe, ponieważ okres komunizmu nie wspierał indywidualnych osób, spadkobierców ograbionych w odzyskiwaniu ich prywatnych majątków. Lata ‘60 to okres antyżydowskiej kampanii w Polsce więc twierdzenie, że Żydzi po wojnie mogli zadbać o odzyskanie swojej własności, jest próbą uciszenia sumienia. W dodatku, ktoś kto chce odzyskać na przykład swój obraz z muzeum, naraziłby się na społeczny ostracyzm, ponieważ jako naród nie lubimy by ktoś miał lepiej i to tak tanim kosztem. A już na pewno, gdy jest to Żyd.


Za przykład niech posłuży fragment scenariusza filmu „Poszukiwany, poszukiwana” z 1972 roku. To nie jest fikcja, tylko rzeczywistość. Pamiętacie Państwo fragment „a ten obraz? A ściana była łysa więc kazałem coś wziąć z magazynu”. Powszechnie wiadomym jest, że władza socjalistyczna bardzo swobodnie dysponowała muzealiami. W latach 1945 – 1989 w dobrym tonie było wręczanie upominków dygnitarzom, podobnie jak i ozdabianie wnętrz biur czy instytucji[ii].


W Niemczech, 1 stycznia 2013 roku Angela Merkel dowiedziała się, że w jej gabinecie znajduje się dywan, który był własnością Hermanna Goeringa. W niemieckich urzędach i instytucjach znajdowało się, a być może nadal się znajduje tysiące przedmiotów, które były własnością nazistów.[iii] A w Polsce? Skąd do dziś obrazy w ministerstwach i urzędach państwowych? Dlaczego w prywatnym gabinecie prezesa X wisi obraz, który mógłby być udostępniony szerokiej publiczności? W jaki sposób przeprowadzana jest konserwacja tych eksponatów? Czy warunki, w jakich są przechowywane, są warunkami idealnymi dla zachowania ich stanu?


Kolejne pytanie – skąd w okresie powojennym brano dzieła sztuki? Jednym z ich dostawców na polski rynek była Desa. W latach ‘50 nie sprawdzano w Desie pochodzenia zakupywanych dzieł sztuki (a kupowanych na przykład w Szwajcarii), a więc nie ma żadnej pewności co do pochodzenia tamtejszych eksponatów.


O ile o okresie wojny czasem mówimy, o tyle lata powojenne aż do 1989 roku to w temacie restytucji panuje zbiorowa amnezja. Wiele osób mówi – dajmy spokój. Ale każdy z nas może sobie wyobrazić, że stracił całą rodzinę w trakcie wojny i jedyny ślad, jaki jest dowodem, że ci przodkowie w ogóle istnieli, to obraz wiszący nad stołem. Czy starania o odzyskanie przeszłości nie staną się wówczas zrozumiałe? Czas restytucji minął? Odnosząc się do sytuacji w Polsce, Ronald S. Lauder, kolekcjoner i potentat w biznesie kosmetycznym, powiedział, że do polskich muzeów „trafiło wiele dzieł sztuki zrabowanych Żydom” w czasie wojny. – Polska mówi, że termin zwrotu minął. Kto samowolnie nastawił ten zegar? –pytał Lauder.[iv]


Tak naprawdę, nie wiemy co byśmy znaleźli gdybyśmy zaczęli grzebać w przeszłości. Mamy 2019 rok i żaden z dotychczasowych rządów nie zajął się tym tematem. Temat dzieł sztuki pojawia się czasem w mediach, jak któryś z wysoko pozostawionych polityków opuszcza swój urząd i ginie obraz, który tam wisiał. A przykładowo, na potrzeby ponad 6300 muzeów w Niemczech pracuje tylko ok. 60 naukowców badających pochodzenie dzieł sztuki, wspieranych przez pełnomocnika rządu ds. kultury sumą dwóch milionów euro rocznie.[v]


A w naszym kraju temat zagrabionych dzieł sztuki sprowadza się niezmiennie do jedynego pytania: Gdzie jest „Młodzieniec” Rafaela Santi?

[i] https://www.nimoz.pl/files/publications/24/ABC_Prowieniencja_internet.pdf

[ii] https://www.nimoz.pl/files/publications/24/ABC_Prowieniencja_internet.pdf

[iii] Bezcenne. Naziści opętani sztuką. Anders Rydell

[iv] https://www.dw.com/pl/usa-zwrot-zrabowanych-dzieł-sztuki-jest-zbyt-powolny/a-46460066?maca=pl-EMail-sharing

[v] https://www.dw.com/pl/dylemat-z-zagrabioną-sztuką-brak-regulacji-prawnych-utrudnia-restytucję/a-17240309

Ostatnio opublikowane:
  • YouTube
  • Twitter Ikona społeczna
  • Facebook Social Ikona