Nowy wspaniały świat

Pod koniec lipca podano do wiadomości, iż prezydenci Serbii i Kosowa dążą do rewizji granic swoich państw i wymiany ludności. Po 20 latach od wojen w republikach byłej Jugosławii zmiany geograficzne wciąż należą do tematów trudnych. Pomysłowi bałkańskich przywódców sprzeciwia się Unia Europejska. Dlaczego, jeśli brzmi to tak dobrze?

źródło: Wikipedia

Choć ostatnio rozmawiali jak równy z równym, pod koniec ubiegłego millenium byli zagorzałymi przeciwnikami. Aleksandar Vučić, dziś prezydent Serbii, podczas wojny był członkiem ultraprawicowej Serbskiej Partii Radykalnej oraz ministrem informacji w osobliwej koalicji postkomunistów z narodowcami. Hashim Thaçi, dziś urzędujący w Prisztinie jako prezydent, 20 lat temu był jednym z liderów Armii Wyzwolenia Kosowa (UÇK), walczącej o oderwanie się od Jugosławii. Część oddziałów UÇK dążyło do zjednoczenia z południowo-zachodnim sąsiadem

i stworzenia Wielkiej Albanii, część zaś myślała o utworzeniu niezależnego Kosowa. Do złączenia nie doszło, a samo Kosowo ogłosiło niepodległość w 2008 roku. Spotkało się to ze sprzeciwem samej Serbii oraz 81 innych państw ONZ, które nie uznały tej deklaracji. Wśród nich są zarówno sprzymierzeńcy Serbii, jak choćby Rosja, czy państwa, które same mają lub mogą mieć problemy z separatyzmami: Hiszpania, Rumunia, Ukraina czy Bośnia i Hercegowina.

Vučić, wraz ze swoim mentorem i poprzednikiem na stanowisku prezydenta, Tomislavem Nikoliciem, zrewidowali swoje poglądy, zakładając przed 10 laty Serbską Partię Postępową – formację, której celem jest akces Serbii do Unii Europejskiej. Jednak by do tego doszło, Belgrad musi uregulować kwestię Kosowa – co wszak nie może należeć do łatwych zadań, pamiętając

o micie narodowym Serbii (wspomina się tu o bitwie na Kosowym Polu z 1389 roku, gdzie Serbowie starli się z Turkami Osmańskimi). Wielkim postępem można zatem nazwać plany korekty, o których mówią obaj przywódcy: północna część Kosowa, głównie zamieszkana przez ludność serbską, weszłaby pod jurysdykcję Belgradu, natomiast Serbowie oddaliby w zamian region okalający miasto Preševo, zamieszkały głównie przez Albańczyków.

Unia Europejska docenia zaangażowanie prezydentów obu państw w rozwiązanie, choć częściowe, tego długoletniego konfliktu, jednak jak mówi Johannes Hahn, komisarz ds. sąsiedztwa, zależy im na „równowadze w całym regionie”. Angela Merkel zaś zaznaczyła, iż odrzuca możliwość zmiany granic. Stany Zjednoczone, dziś już nie tak ważny gracz na Półwyspie Bałkańskim, wyraziły otwartość na propozycje zmian granic. Naturalnie, taka korekta wiąże się z możliwymi konfliktami etnicznymi – ponownie! Ale tak już wygląda ten „bałkański tygiel”. Ten kompromis jest ogromną szansą dla obu państw: Kosowo może się stać pełnoprawnym członkiem społeczności międzynarodowej, zaś Serbia wreszcie może zetrzeć

z siebie łatkę „państwa zbrodniarzy” i dołączyć do państw zjednoczonej Europy. Na tym porozumieniu zyskują zatem wszyscy.

Ostatnio opublikowane:
  • YouTube
  • Twitter Ikona społeczna
  • Facebook Social Ikona