Czy Jordania jest szansą dla Izraela?

18 czerwca 2018 r. miało miejsce pierwsze oficjalne od czterech lat spotkanie premiera Izraela Benjamina Netanjahu z królem Jordanii Abdullahem II w Ammanie. Głównym tematem rozmówców była sytuacja w Strefie Gazy, a także współpraca na rzecz rozwoju regionu i przyszłość procesu pokojowego. Jordański władca jest zwolennikiem rozwiązania dwupaństwowego z granicami sprzed roku 1967 oraz ustanowieniem stolicy Palestyńczyków we Wschodniej Jerozolimie.


Foto: EPA/RONEN ZVULUN/PAP


Oba państwa podpisały porozumienie pokojowe w 1994 r. Jednak w ostatnim czasie stosunki między nimi były nieco napięte z powodu incydentu do jakiego doszło latem 2017 r. W wyniku strzelaniny w ambasadzie izraelskiej w Ammanie zginęło dwóch Jordańczyków, przy czym jeden z nich planował przeprowadzenie ataku. Jordańczycy byli też oburzeni zeszłoroczną decyzją o umieszczeniu wykrywaczy metalu przed wejściem do meczetu Al – Aksa w Jerozolimie w celu ochrony Wzgórza Świątynnego i ograniczenia aktów terroru.


Spośród swoich sąsiadów Izrael utrzymuje poprawne stosunki jeszcze jedynie z Egiptem. Relacje z Syrią i Libanem pozostają ze zrozumiałych względów niestabilne.


Wszystko dla podróżnych


Tym, co najbardziej łączy dzisiaj oba kraje Izrael i Jordanię , jest turystyka. Niejednokrotnie turyści odwiedzający Izrael za pośrednictwem biur podróży bądź samodzielnie decydują się przy okazji zobaczyć także Jordanię – głównie Petrę wpisaną do UNESCO i Dżerasz – miasto antycznych kolumn i Amman z Górą Nebo. Jest to jednak kosztowna wyprawa, bo cena jednorazowej wizy jordańskiej wynosi ok. 180 dolarów na osobę. Niemniej, taki urozmaicony program odpowiada wycieczkowiczom. W końcu nigdy nie wiadomo kiedy w regionie znowu coś się „zepsuje” i MSZ zacznie ostrzegać przed wizytowaniem poszczególnych państw. Możliwość zwiedzenia państwa żydowskiego oraz sąsiedniego kraju arabskiego jest wyjątkowo atrakcyjna. Dlatego właśnie obydwa kraje dobrze wiedzą, że opłacalne jest utrzymywanie dobrych relacji po to by m.in. czerpać dochody dzięki turystom (trzeba więc pozwalać na w miarę swobodne przekraczanie granicy). To zarobek dla służb publicznych, miejscowych przewodników, sprzedawców z ulicznych straganów i nie tylko.


Powiedz mi kim jesteś


Kiedy w 1948 r. Izrael walczył o swoje istnienie i zmagał się z najazdem armii arabskich ze wszystkich stron, dodatkowo miał miejsce exodus ludności palestyńskiej szacowany na ok. 720 tys. osób (istnieją rozbieżności co do faktycznej liczby). Zgodnie z prawdą jaką dziś znamy, część z nich została wyrzucona ze swoich domów, część zaś dobrowolnie opuściła swoje domy obawiając się rozprzestrzeniającego konfliktu zbrojnego. Sytuacja była wówczas dynamiczna: Ok. 70 tys. migrantów zmierza do ówczesnej Transjordanii pod opiekę króla Abdullaha I. Trafiają do obozów UNRWA. Powołano dla nich specjalne ministerstwo i masowo nadawano obywatelstwo jordańskie. Szybko asymilują się, działają w sektorze prywatnym, bankowym, edukacyjnym, handlowym. Kolejnym ciosem dla Palestyńczyków była aneksja Zachodniego Brzegu wraz całą Jerozolimą przez Izrael w wyniku wojny sześciodniowej w 1967 r. To spowodowało kolejną fala migracji – 300 tys. osób.


Dzisiaj Jordanię zamieszkuje ok. 41, 6 %.Palestyńczyków Ich światopogląd jest zróżnicowany. Są tacy którzy deklarują się jako Jordańczycy, ułożyli sobie życie od nowa. Część uznaje siebie za Palestyńczyków i nie traci nadziei na własne państwo. Jeszcze innym śni się wciąż panarabizm, chociaż historia XX wieku na Bliskim Wschodzie pokazała fiasko tej idei. Z kolei prawo do powrotu nawet części uchodźców, a raczej ich potomków, jest dla strony izraelskiej niemożliwe do zrealizowania, przede wszystkim ze względów demograficznych.


I tutaj też pojawia się pytanie zadawane często przez politologów – jaka tak naprawdę jest Jordania, kim są jej obywatele, za kogo się uważają. Niejednokrotnie można przeczytać w różnych publikacjach że jest to państwo „sztuczne”, wykreowane przez Brytyjczyków w efekcie dwóch wojen światowych, „od linijki”, w pośpiechu, kolejny element skomplikowanej bliskowschodniej układanki. Na ile to stwierdzenie jest słuszne, a na ile krzywdzące wobec jej obywateli – to już kwestia indywidualnych opinii.


Rząd a ulica


Kiedy Miss Izraela i Miss Iraku zrobiły wspólne selfie które wywołało sporo komentarzy (o czym pisałam w poprzednim felietonie) Sarah Idan wypowiedziała wówczas bardzo istotne słowa: „Może nasze rządy są sobie wrogie, ale wielu Irakijczyków nie ma problemu z Izraelem”. W przypadku Jordanii może się wydawać że jest dokładnie na odwrót. O ile głowy państw mogą dyskutować w przyjaznej atmosferze i snuć wizje przyszłego pokoju, to stosunek zwykłych obywateli do Żydów generalnie jest dość nieprzychylny. Główne powody takiego stanu rzeczy to nieuregulowana kwestia palestyńskich uchodźców i terenów anektowanych. Lata mijają, rządy mogą ulegać zmianom, ale społeczeństwo stale pamięta o tym co działo się pół wieku wcześniej.


W podobny sposób można analizować stosunki innych bliskowschodnich państw wobec Izraela, za kryterium przyjmując z jednej strony właśnie relacje rządowe, oficjalne, dyplomatyczne i wspólne projekty oraz z drugiej strony właśnie nastroje społeczeństwa, emocje prosto z tak zwanej „ulicy”. Nieraz te drugie okazują się mieć o wiele większe znaczenie niż te oficjalne. Antyizraelskie czy antysemickie wystąpienia, bojkoty czy publikacje znajdą większe zainteresowanie wśród mediów i ich odbiorców niż najszczersze dobre chęci i układne, przemyślane gesty polityków czy ambasadorów. Przykładów nie trzeba jednak szukać na Bliskim Wschodzie, wystarczy spojrzeć na Francję, gdy prezydent Macron ściska dłoń premiera Netanjahu w Pałacu Elizejskim, a na ulicy paryskiej dochodzi równolegle do napaści na chłopców w jarmułkach, aktów wandalizmu, a ostatnio nawet do morderstwa kobiety ocalonej z Holocaustu. Jeszcze w 2016 r. kraj ten opuściło 5 tys. Żydów. Takie wydarzenia szokują i podważają tezę o wzajemnej sympatii.


Stabilne dzisiaj, niepewne jutro


Na Bliskim Wschodzie, trudno przewidzieć, w którym kierunku będą zmierzać relacje izraelsko – jordańskie. Jordania to prawdopodobnie najstabilniejszy partner Izraela w okolicy. Raczej pewne jest utrzymanie trendu turystycznego oraz szeroko zdefiniowanych wspólnych działań na rzecz regionu.


Izrael pokłada w tych relacjach sporo nadziei. Ze wszystkich graczy uczestniczących w ciągnącym się konflikcie to właśnie Jordania miała i wciąż ma bardzo dużo do powiedzenia. Do momentu utworzenia Organizacji Wyzwolenia Palestyny w 1964 r. była jedynym rzecznikiem i reprezentantem interesów palestyńskich. Była też kolebką dla kształtującego się palestyńskich ruchów nacjonalistycznych i fedainów. Stanowisko monarchii wobec konfliktu jest stabilne i niezmienne. Jej opinię respektuje też strona amerykańska. Pomimo trudnej przeszłości, istnieje wola by próbować dążyć do porozumienia i tłumienia konfliktu, a także nawiązywania współpracy w innych dziedzinach. Pozostaje mieć nadzieję że wzorem prozachodniego króla Abd Allaha i jego żony Rani także społeczeństwo stanie się bardziej otwarte na dialog z Izraelem. Z takim sąsiadem trzeba się liczyć, a kto wie, może i na niego można liczyć?


Autor: Weronika Ślusarczyk

Ostatnio opublikowane:
  • YouTube
  • Twitter Ikona społeczna
  • Facebook Social Ikona