Sułtan czy prezydent?

24 czerwca br. Recep Tayyip Erdoǧan w sposób demokratyczny został wybrany nowym sułtanem Turcji. Może nie dosłownie, aczkolwiek jego uprawnienia w rządzeniu nie będą wiele ustępowały Sulejmanowi Wspaniałemu czy Mehmetowi Zdobywcy. To, co towarzyszyło tym wyborom to fakt, że po raz kolejny pokazały one niespójność i nierzetelność sondaży opinii publicznej.

Fot: www.ap.org

Tuż po wygranej nowy-stary prezydent Turcji zaznaczył, iż jego kraj daje lekcję demokracji – fakt, trzeba przyznać, że frekwencja na poziomie ponad 86% to wynik godny pochwały nie tylko w Turcji. To szczególnie dobry przykład choćby dla Polski, gdzie wybory z udziałem ponad połowy uprawnionych do tego osób uważa się za sukces społeczeństwa obywatelskiego. Za przejaw demokracji można też uznać fakt zwiększenia przez opozycję w czasie wyborów w Turcji liczby mandatów. I to by było na tyle co do tureckich pochwał.

Zwycięzca zgarnia wszystko?

Erdoǧan zdobył ponad 26 milionów głosów, co przełożyło się na 52,59%. Jego główny przeciwnik, były już deputowany do tureckiego parlamentu, Muharrem İnce z Republikańskiej Partii Ludowej (CHP) - ponad 15 milionów (30,64%) Kolejne dwie kandydatury oscylowały na poziomie 8%, a pozostali dwaj kandydaci nie przekroczyli nawet 1%. W porównaniu z wyborami sprzed czterech lat, Erdoǧan polepszył swój wynik o 0,8 punktu procentowego. Nieco gorzej poradziła sobie jego Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP), zdobywając 42,56%, co przełożyło się na 295 mandatów. Utrata 21 deputowanych sprawia, że AKP traci w parlamencie większość bezwzględną – do czego przysłużyły się wprowadzone w zeszłym roku poprawki do konstytucji, zwiększając liczbę parlamentarzystów do 600 (wcześniej było ich o 50 mniej). Przywódca Turcji nie ma się jednak czego obawiać, bowiem w wyborczym Sojuszu Ludowym, obok konserwatywnej AKP, wystartowała też prawicowa Nacjonalistyczna Partia Działania (MHP), która z pewnością wesprze rząd swymi 49 deputowanymi. Ogromną radość części Turków sprawiło przekroczenie dziesięcioprocentowego progu wyborczego przez Ludową Partię Demokratyczną (HDP), która uważana jest za pro-kurdyjską. W okręgach wyborczych zamieszkałych przez mniejszość kurdyjską (choć według tureckiej konstytucji brak jest takich mniejszości, a Kurdów określa jako „Turków Górskich”) wygrała HDP, która zgarnęła także mandaty w okręgach obejmujących wielkie miasta, takie jak Ankara, Stambuł czy Izmir. Wielu tureckich obywateli, szczególnie młodych, woli głosować na HDP, które ma o wiele młodsze i bardziej żywiołowe kierownictwo, niż dość skostniała CHP. Przy okazji umożliwiają im przekroczenie progu wyborczego.

Sondaże sondażami, a wynik jest jaki jest

Sondaże wyborcze nawet na dzień przed wyborami wskazywały, że Erdoǧanowi zabraknie, choc nie niewiele do przekroczenia 50% głosów, wobec czego potrzebna będzie druga tura. Miało to być podyktowane fantastyczną kampanią wyborczą jego bardziej liberalnego kontrkandydata, İnce. Druga tura miała być już tylko formalnością, choć i w tym przypadku pojawiały się bardzo optymistyczne prognozy, co do porażki Erdoǧana. Tymczasem, wszelkie te dywagacje okazały się niepotrzebne, bo drugiej tury nie będzie. W sondażach niedoszacowany był zarówno Erdoǧan, jak i İnce, zawyżane były natomiast prognozy wyników pozostałych kandydatów. Według badań opinii publicznej, sojusz wyborczy AKP i MHP miał co prawda wybory wygrać, ale i tak być w parlamentarnej opozycji. I cóż? I nic, bo obie partie razem tworzą stabilną większość. Podobnie jak w przypadku wyborów prezydenckich sprzed dwóch lat w Stanach Zjednoczonych („Hillary Clinton wygra wyścig do Białego Domu na 98%!”), tak i tym razem sondaże zawiodły. Trzeba wziąć na nie poprawkę: badania opinii publicznej prowadzone są najczęściej w największych miastach, a ile to już razy o wynikach wyborów zadecydowała prowincja…

Co dalej z Turcją?

W zeszłorocznym referendum przyjęto m.in. likwidację funkcji premiera, co wiąże się z przejściem Turcji z republiki parlamentarnej w system rządów prezydenckich. Wobec tego, Erdoǧan powoła wkrótce rząd ze swoimi ministrami oraz wiceprezydentami (na jednego z nich typowany jest obecny premier Binali Yıldırım, który tak ochoczo orędował za zmianami w konstytucji). Oprócz członków rządu, prezydent także powoływać będzie sędziów czy różnego szczebla biurokratów. Tworzenie budżetu, jak dotąd ustalane przez parlament, teraz będzie należeć do zadań Erdoǧana, a jeśli deputowani go odrzucą, nadal będzie obowiązywać budżet zeszłoroczny. Oczywiście, fasada demokracji będzie utrzymywana – parlament może dokonać procedury impeachmentu (do czego będzie potrzeba większości 2/3 głosów), acz ostateczna decyzja będzie leżała w gestii Sądu Konstytucyjnego, którego członkowie są w większości powoływani przez… prezydenta. Czy ktokolwiek więc wierzy w jego odwołanie z urzędu? Wzmocniona (niewiele, ale zawsze wzmocniona) opozycja jeszcze w niedzielę zwracała uwagę na rozbieżności w podawaniu częściowych wyników głosowania: ich źródła wskazywały na dużo gorszy wynik Erdoǧana i AKP, niż jak przewidywała rządowa agencja Anadolu. Na Twitterze co jakiś czas ukazywały się zdjęcia wyrzuconych do śmieci kart z głosami oddanymi na HDP. W poniedziałek jednak opozycja uznała zwycięstwo Erdoǧana – zamieszek zatem, jak na razie, nie powinno być. Prezydent zapowiedział też zniesienie stanu wyjątkowego, obowiązującego od nieudanego puczu wojskowego z lipca 2016 r. Cały czas zapewne będzie spadać wartość tureckiej liry (jeszcze 5 lat temu za 1 dolara można było kupić 1,904 liry, dziś jest to już 4,5), co podyktowane jest zarówno sposobem rządzenia obecnego prezydenta, jak i jego oryginalnym podejściem do kwestii stóp procentowych (uważa je za zło, a kreowanie ich przez środowiska bankowe ma być sprzeczne z islamem). A Kurdowie? Rządy AKP próbując przeciągnąć ich na swoją stronę (a odciągnąć od HDP) mocno zainwestowały w „kurdyjskie” prowincje, co np. wzmocniło infrastrukturę drogową, jednocześnie eliminując społeczność kurdyjską z życia codziennego. Przywódca PKK Abdullah Öcalan od 1999 roku siedzi w więzieniu, skazany na dożywocie (wcześniej ciążyła na nim kara śmierci). Lider HDP i teogoroczny kandydat na prezydenta, Selahattin Demirtaş, także tkwi w więzieniu, a grozi mu kara 142 lat pozbawienia wolności. Pojawiają się głosy, że Erdoǧan chce przywrócić karę śmierci. Wówczas sytuacja Kurdów mogłaby być jeszcze gorsza, niż jest teraz. . A o Turcji jeszcze nieraz usłyszymy.

Ostatnio opublikowane: