Erdoğan po raz piąty?

24 czerwca w Turcji odbędą się wybory prezydenckie i parlamentarne. Obecny prezydent, Recep Tayyip Erdoğan, i jego Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) są pewni zwycięstwa. Opozycja jednak nie zamierza składać broni i wytacza najcięższe działa.

Fot.: https://pixabay.com/

Wybory miały pierwotnie odbyć się w listopadzie 2019 roku, jednak po wezwaniach (oficjalnie) opozycyjnej Partii Narodowego Działania (MHP) o przyspieszone wybory, Erdoğan zdecydował się je rozpisać na ostatnią niedzielę czerwca. W zeszłorocznym referendum Turcy przyjęli 18 poprawek do konstytucji, między innymi o przyznaniu prezydentowi także roli szefa rządu, likwidując jednocześnie stanowisko premiera. Prezydent zyskał także prawo do wydawania dekretów z mocą ustawy. To daje głowie państwa, de facto, samorządność – nie będzie wówczas potrzebował większości w parlamencie, by móc realizować swój program wyborczy.

Turecki parlament, czyli Wielkie Zgromadzenie Narodowe, także się zmieni po referendum – zwiększy się bowiem całkowita liczba parlamentarzystów: z 550 do 600. Jako, że próg wyborczy w Turcji wynosi aż 10%, będąc najwyższym takim progiem na świecie, w ciągu ostatnich 16 lat przekraczały go maksymalnie 4 partie. Jedna z poprawek do konstytucji umożliwiła tworzenie koalicji wyborczych, co ułatwi zdobycie reprezentacji mniejszym partiom. W tegorocznych wyborach parlamentarnych wezmą udział dwie koalicje i trzy osobne listy partyjne. Faworytem jest konserwatywno-islamistyczny Sojusz Ludowy, w którego skład wchodzą AKP, MHP i niewielka Partia Wielkiej Jedności. Dodatkowo koalicja ta ma wsparcie liberalno-konserwatywnej Partii Ojczyźnianej, w latach 80. i 90. XX wieku jednej z najważniejszych formacji w Turcji, oraz nowej AS Partii, która chce reprezentować politycznie żołnierzy – a zatem grupy tak dotkniętej represjami po nieudanym puczu wojskowym z 2016 roku. W obozie opozycyjnym znajduje się Sojusz Narodu, którego cechuje przywiązanie do demokracji parlamentarnej i „anty-erdoğanizm”. Jej członkami są socjaldemokratyczna Republikańska Partia Ludowa (CHP), założona przez samego Ojca współczesnej Turcji – Mustafę Kemala Atatürka; centrowo-nacjonalistyczna Partia Dobra (İYİ), konserwatywno-islamistyczna Partia Szczęścia (SP) oraz liberalno-konserwatywna Partia Demokratyczna. Sojusz ten otrzymał wsparcie zarówno z lewej strony sceny politycznej – Partii Lewicy Demokratycznej – jak i z prawej: Partii Słusznej Drogi i Partii Ojczyzny. Oprócz nich swój udział chcą zaznaczyć panislamska Partia Wolnej Sprawy (HÜDAPAR), lewicowo-nacjonalistyczna Partia Patriotyczna (VP) i lewicowa Ludowa Partia Demokratyczna (HDP), reprezentująca tureckich Kurdów. Spośród nich tylko ta ostatnia ma realną szansę przekroczenia progu wyborczego.

W przypadku wyborów prezydenckich, partie z poparciem co najmniej 5% w poprzednich wyborach parlamentarnych mogą nominować kandydatów bez konieczności zbierania podpisów. Inni kandydaci, chcąc wziąć udział w wyścigu o prezydenturę, muszą zdobyć poparcie 100 000 obywateli. Kandydatura obecnego prezydenta, Erdoğana, była bardziej niż pewna – oprócz jego rodzimej AKP poparcia udzieliły mu pozostałe partie Sojuszu Ludowego oraz HÜDAPAR. Spośród wielu potencjalnych kandydatów CHP zdecydowało się postawić na deputowanego z podstambulskiego okręgu Yalova - Muharrema İncego, będącego zarówno bezpiecznym wyborem swojej partii, jak i najpoważniejszym przeciwnikiem Erdoğana, choć musi się stale walczyć o to miano z nominowaną przez obywateli kandydatką Partii Dobra – byłą wicespikerką parlamentu Meral Akşener. Partie kurdyjskie nominowały, podobnie jak 4 lata temu, swojego lidera Selahattina Demirtaşa. W jego przypadku jednak kandydowanie jest dość utrudnione, biorąc pod uwagę fakt, iż obecnie Demirtaş siedzi w areszcie, będąc oskarżonym o rozsiewanie propagandy antypaństwowej i kontakty (czy też nawet przynależność) do Partii Pracujących Kurdystanu – prokuratorzy chcą skazania go na 142-letnią karę pozbawienia wolności. Pozostali dwaj kandydaci – były członek parlamentu Temel Karamollaoğlu z Partii Szczęścia i wieloletni lider formacji lewicowo-nacjonalistycznych Doğu Perinçek z Partii Patriotycznej – nie mogą liczyć na duże poparcie i stanowią jedynie tło dla najważniejszych graczy.

Sondaże jednoznacznie wskazują na wygraną Erdoğana i Sojuszu Ludowego, jednak nie będzie to zwycięstwo całkowite. Erdoğanowi ma bowiem zabraknąć kilku punktów procentowcych do ponad 50% w I turze, co zmusi go do jeszcze większej walki o władzę (czego wcześniej czynić nie musiał, wygrywając zawsze większość bezwględną), a jego przewaga nad kontrkandydatem - niezależnie czy to będzie İnce czy Akşener – waha się w granicach błędu statystycznego. Sojuszowi Ludowemu natomiast ma natomiast zabraknąć około 10-15 mandatów do większości bezwzględnej. Tak się stanie jeśli lewicowa HDP przekroczy próg wyborczy, bowiem ich notowania plasują się w okolicach 8-14%. Jednakże należy zauważyć, że zwycięstwo Erdoǧana pomimo braku większości w parlamencie nadal oznacza jego, niemalże, bezgraniczną władzę. Pamiętając choćby ostatnie amerykańskie wybory prezydenckie nie należy też ślepo wierzyć w sondaże – wszak lepiej się mile zaskoczyć, niż żyć złudzeniem i srogo się rozczarować.

Co w końcu oznaczają kolejne lata Erdoğana u władzy dla nas? Zapewne będzie on chciał posługiwać się umową pomiędzy Turcją a Unią Europejską dotyczącą powstrzymania fali uchodźców: jeśli Unia nie będzie ze mną współpracować, nie będzie mnie szanować, a będzie oskarżać o łamanie praw człowieka, zapędy dyktatorskie itd., to sprawię, że uchodźcy znów zaleją Europę. Stary-nowy prezydent oznacza także dalsze operacje wojskowe w Syrii czy północnym Iraku. Erdoğan, tak chętnie czerpiący z osmańskiej historii swojego kraju, może się kreować na obrońcę uciśnionych muzułmanów, co z resztą próbuje czynić w związku z trwającymi już od dwóch miesięcy protestami na granicy Strefy Gazy i Izraela. A brak Erdoğana? Z jednej strony powrotem do demokracji parlamentarnej, z drugiej zaś może skutkować ulicznymi zamieszkami – wszak Erdoğan podczas puczu sprzed dwóch lat zmobilizował obywateli swojego państwa do przeciwstawienia się armii i obrony swojego prezydenta. Jedno jest pewne: najbliższy miesiąc w Turcji może być bardzo gorący. Nie tylko jeśli chodzi o pogodę.

Ostatnio opublikowane:
  • YouTube
  • Twitter Ikona społeczna
  • Facebook Social Ikona