Pożądane kierunki dalszego rozwoju WOT

Dzisiaj coraz częściej słyszy się z obozu władzy oraz kierownictwa Sił Zbrojnych, że zmiany w Radzie Ministrów na przełomie 2017/2018 mogą dotknąć także Wojsk OT. Trwa ożywiona debata wokół nich, i wiele wskazuje na to, że w najbliższym czasie nastąpią w tym obszarze obronności istotne, a zarazem konieczne zmiany gdyż przede wszystkim z tych wojsk - mających charakter typowych wojsk wewnętrznych - należy utworzyć koniecznie Polsce wojska lokalne funkcjonujące w ramach powszechnego komponentu terytorialnego Sił Zbrojnych na rzecz obrony narodowej. W tym celu powinno się jednak wykorzystać dotychczasowe doświadczenie z budowy WOT i przejść do tworzenia Systemu Obrony Terytorialnej, powszechnej Obrony Terytorialnej, jako terytorialnego komponentu sił zbrojnych równoważnego komponentowi operacyjnemu, w którego ramach są już Wojska Lądowe, Marynarka Wojenna, Siły Powietrzne i Wojska Specjalne. Dopóki taki (dwuczęściowy, wzajemnie komplementarny – terytorialno-operacyjny) system Sił Zbrojnych nie powstanie, ze strony wojsk operacyjnych postępować będzie coraz bardziej pazerna i destrukcyjna działalność wobec WOT, która ma na celu ich podporzadkowanie potrzebom wojsk operacyjnych, a w konsekwencji także zmarginalizowanie, gdyż pierwsze poczynania z początki 2018 r. na taką tendencję wskazują.


Fot.: https://terytorialsi.wp.mil.pl/


1. Twórcza krytyka WOT, czy dążenie do odwrócenia ich rozwoju?

Zdaniem autorów niektórych wypowiedzi trwającej debaty hamulcem rozwoju tej formacji może być brak odpowiedniej bazy szkoleniowej WOT w powiatach, placów ćwiczeń i strzelnic. Liczni generałowie są przekonani, że zbyt optymistycznie założenia osiągnięcia w 2019 roku planowanej liczebności WOT na poziomie 53 tys. żołnierzy są płonne. Uważają, że w sytuacji obecnego podporządkowania WOT szefowi MON formacja ta nie ma możliwości odpowiedniego przygotowania się do działań bojowych, „zwłaszcza w operacjach połączonych z innymi rodzajami wojsk". Wydaje się jednak, że owi „liczni” nie zdają sobie sprawy z tego czym są WOT i sama Obrona Terytorialna, której te Wojska są elementem. Nie są one w żadnym wypadku kolejną strukturą na rzecz wojsk operacyjnych! I ten fakt dowódcy wojsk operacyjnych powinny wziąć za punkt wyjścia w swoich opiniach, które są z reguły błędne merytorycznie i tragiczne strategicznie - sądząc po ich oficjalnych wypowiedziach, a także próbach oddziaływania na OT do czego nikt ich nie upoważnia, jak np. propozycja rozwiązania Biura ds. Budowy Obrony Terytorialnej lub „wprasowania” WOT Dowódcy Generalnemu. Również przykładanie kryteriów kontroli funkcjonowania WOT i ich poziomu wyszkolenia, w oparciu o kryteria stosowane w wojskach operacyjnych jest po prostu czystą złośliwością i brakiem znawstwa merytorycznego tych wojsk. To tak, jakby ogólny stan konia oceniać przy pomocy mikroskopu, albo teleskopu. To jest właśnie ten rodzaj problemu.

Zwraca się też uwagę, że żołnierze WOT są zbyt aktywni na portalach społecznościowych, co w przypadku wojny i konieczności działania w konspiracji może skutkować ich dekonspiracją. Zespół „Stratpoints” gen. Mirosława Różańskiego proponuje w opublikowanym raporcie, aby WOT skupiły się na ochronie obiektów o znaczeniu strategicznym, maskowaniu oraz przygotowaniu terenu do przyjęcia wojsk sojuszniczych. Postuluje, aby dokonać oceny przyjętej koncepcji tworzenia tego rodzaju sił zbrojnych poprzez zorganizowanie gry wojennej zakładającej użycie Wojsk OT w różnych sytuacjach.

Propozycja środowiska Pana Generała jest wyjątkowo słuszna, tyle, że ową grę wojenną należy przeprowadzić z wyższymi dowódcami i ich sztabami w kwestii znajomości istoty i specyfiki obrony terytorialnej i jej wojska. A wtedy wyjdzie czym powinny się zajmować te wojska i nie będzie trzeba określać im zadań, które nie są w ich kompetencji – będąc zarazem zakresem przedsięwzięć albo struktur cywilnych funkcjonujących w sferze obrony narodowej, albo wprost wojsk operacyjnych. I tym samych nie stanowiących przedmiotu troski WOT.

Dodaje się też, że „nakłady finansowe związane z zakupem sprzętu i uzbrojenia na wyposażenie tworzonych jednostek WOT mogą znacznie spowolnić lub wstrzymać zasadnicze programy modernizacyjne Sił Zbrojnych RP". Nic bardziej błędnego nie mogło pojawić się w ustach owych Autów Raportu. Pieniędzy jest wystarczająco dużo w polskim budżecie na obronność, stąd starczy ich zarówno na wojska operacyjne, jak i WOT. Tyle, że trzeba celowo je wydawać i wiedzieć, co się buduje za nie, a nie kierować się w tym procesie rozwiązaniami, które nijak nie przystają do polskiej rzeczywistości, jak chociażby te wynikłe z koncepcji NCSS i teraz wspomnianego Raportu „Stratpoints”.

Dr Artur Jagnieża odnotowuje słusznie w kontekście owego Raportu, że Dobór wymienionych państw w kontekście czerpania z ich doświadczeń przez Polskę w procesie budowy Wojsk Obrony Terytorialnej może budzić wątpliwości. Trudno zrozumieć dlaczego autorzy ograniczyli się do przedstawienia modelowych rozwiązań (…) w pierwszej kolejności w dwóch państwach prowadzących politykę o aspiracjach globalnych, których terytorium w sposób naturalny osłaniane jest przez obszary morsko-oceaniczne. Należy podkreślić, że zarówno przypadek Stanów Zjednoczonych, jak Wielkiej Brytanii jest kompletnie nieprzystający do wymogów geostrategicznych państwa polskiego położonego w samym centrum kontynentu europejskiego, którego terytorium od strony wschodniej nie chronią przecież żadne bariery naturalne w postaci pasa morskiego lub wysokiego pasma górskiego. (…) Otóż autorzy Raportu pominęli w swojej analizie dwa kraje europejskie które przede wszystkim na systemie obrony terytorialnej opierają swoje bezpieczeństwo militarne. Mam na myśli w pierwszej kolejności Szwajcarię i Finlandię. Szczególnie pominięcie przykładu państwowości fińskiej może zastanawiać, ponieważ Finlandia ma bardzo duże doświadczenia w budowie formacji obrony terytorialnej, a ponadto funkcjonuje ona tak jak państwo polskie w cieniu zagrożenia rosyjskiego, co z natury rzeczy winno być przedmiotem wnikliwej analizy naszych wojskowych.

Argument „Stratpoints” spotkał się z ostrą ripostą ppor. WOT dr. hab. Andrzej Zapałowskiego, z Uniwersytetu Rzeszowskiego. Jego zdaniem analiza fundacji „Stratpoints” nie bierze pod uwagę znaczenia strategicznego budowy WOT dla obronności państwa, a wyłącznie kwestie wyłączenia ok. 2 proc. środków finansowych budżetu MON. Równie dobrze można by założyć, że zmniejszenie wojsk operacyjnych do ok. 50 tys. żołnierzy przyspieszy procesy modernizacyjne w polskim wojsku – uważa Zapałowski.

Do raportu ustosunkował się także przedstawiciel Wojsk OT, twierdząc, że zawartość „raportu" uznajemy za rozczarowującą. Dostrzegamy w nim wiele ułomności ale za największą uznajemy pominięcie strategicznego kontekstu budowy nowej formacji. Raport nie szuka odpowiedzi, jak powstanie WOT zmieni sposób obrony Polski, ani jakie przyniesie to korzyści – tłumaczy nam ppłk Marek Pietrzak, rzecznik WOT.

Przekonuje też, że proces budowy tej formacji przebiega w sposób planowy, gdyż każda z brygad ma trzy lata na skompletowanie obsady i trzy lata na osiągnięcie zdolności do działania. Oznacza to, że do końca 2019 roku zostaną „otwarte etaty" ostatnich brygad do poziomu około 53 tys. żołnierzy – opisuje ppłk Pietrzak. Jednak obsadzenie tych stanowisk planowane jest do końca 2021 roku.

Dowódcy WOT zapewniają, że nie widzą braku zainteresowania służbą ze strony ochotników. Dodają, że organizowane jest już szkolenie dla oficerów WOT, w którym bierze udział 100 żołnierzy (trwa ono 13 miesięcy). Przypominają też, że zostało już przeprowadzonych kilka gier decyzyjnych, w trakcie których weryfikowano kwestie współpracy WOT z innymi rodzajami wojsk i formacjami podległymi MSWiA. Odrzucają też zarzuty o wysokich kosztach funkcjonowania WOT. W poprzednim roku na ich tworzenie wydano 904 mln zł, czyli tylko 2,45 proc. budżetu resortu obrony, więc „troskliwych” z wojsk operacyjnych o budżetowanie WOT nie powinno to martwić, ponieważ zostało im jeszcze 97,55% budżetu do zagospodarowania, będącego poza „terytorialsami”.

W sytuacji, gdzie troską jest przyszłość WOT, Sztab Generalny WP jest za zlikwidowaniem Biura ds. Budowy Obrony Terytorialnej MON (jego zdaniem, niby „mało pracuje nad przyszłością WOT”), podczas, gdy ten Sztab nie wie nawet tego, że Biuro to aktualnie kończy pracę na systemem OT, o którym Sztab nawet nie pomyślał, którego to systemu dotychczas nie ma w Polsce, a jest niezbędnie konieczny również dla WOT, którymi bez tego systemu usiłuje się nieudolnie poniewierać, bo nagle stały się solą w oku wysokiej rangi oficerów z wojsk operacyjnych, kiedy to nie wykazują się dostateczną wiedza na okoliczność znawstwa merytorycznego w kwestii budowania powszechnej Obronny Terytorialnej.

Wyższej rangi już byli czynni oficerowie pośrednio sugerują w dokumencie Wojska Obrony Terytorialnej – stan obecny i pożądane kierunki zmian, żeby te Wojska „wcielić” w struktury wojsk operacyjnych. Wieść niesie, że konkretnie podporządkować Dowódcy Generalnemu, a może nawet Dowódcy Wojsk Lądowych. I tak je dociążyć zadaniowo, aby głównie funkcjonowały jako uzupełnienie lub wsparcie wojsk operacyjnych.

Wydaje się, że Autorzy dokumentu kierują się rzeczywiście troską o polską obronność tyle, że zapomnieli ją osadzić w geopolitycznym otoczeniu RP oraz przytoczyć wnioski z tragicznej historii Polskiej wynikającej z bagatelizowania bezpieczeństwa militarnego za przyczyną nie brania pod uwagę położenia geostrategicznego. Czyli tworzenia koncepcji obronnej poniekąd „spod palca”, nie bacząc na własne terytorialne możliwości, które np. potrafili zręcznie wykorzystywać Piastowie, a już Kazimierz Wielki w szczególności.

Kwestia podporządkowania Wojsk Obrony Terytorialnej od początku ich powołania budziła wiele dyskusji i kontrowersyjnych wypowiedzi, ponieważ niewielu bierze pod uwagę fakt, że nie są one w żadnym wypadku elementem struktur operacyjnych Sił Zbrojnych, a właśnie w kontekście tych operacyjnych usiłuje się je usytuować: określić ich cel, zadania i strukturę oraz funkcjonowanie. Warto też wiedzieć, że nie są tym samym także jakąś hybrydą wojsk zmotoryzowanych i wojsk wewnętrznych, z czym w wypadku tworzonych obecnie struktur WOT mamy do czynienia. Jest to poważny błąd strategiczny, do którego doprowadzają mało zorientowani w problemie Obrony Terytorialnej, sugerujący nierozsądne rozwiązania politykom, gdzie stan pokojowy będzie różny stanowi wojennemu. Trzeba mieć świadomość tego, że w strukturach Obrony Terytorialnej wojska stanu pokojowego mogą się pomnażać na potrzeby wojenne nawet 20-krotnie, czego nie zakłada się w Polsce w żadnym stopniu, a co jest wysoce zastanawiające. Oczywiście najmniej pyta się o zdanie w kwestii WOT i samej OT tych, którzy cokolwiek się na tym znają. Ale za to najbardziej „kompetentnie” wypowiadają się na ten temat ci, co im się „wydaje” i tylko dlatego, iż zajmują strategiczne stanowiska. A to jest jednak główny powód nieporozumień w kwestii WOT, ze szkodą dla nich, gdyż wychodzi na to, że znają się na nich wszyscy, jak na przysłowiowej medycynie.

Aby to nieporozumienie można łatwo usunąć, należy tylko przyjąć, że WOT są elementem komponentu terytorialnego Sił Zbrojnych, czyli systemu organizowanej obronności w trybie powszechnej aktywności społeczeństwa, co oznacza tyle, iż są składową powszechnej Obrony Terytorialnej (Sytemu OT) i w żadnym kontekście nie należy ich mierzyć miarą wojsk operacyjnych, a szczególnie w kwestii ich potrzeb, możliwości i niedomogów!

Toteż niezasadne jest włączanie w kontekście funkcjonalności tych wojsk potrzeb „połączalności”, HNS i innych pobocznych dla nich kwestie (powiększających ich zakres zadań, struktury i tym samym koszty), które są istotne dla wojsk operacyjnych (jak „strefa tylna” itp.) ale nie dla nich, aby wykazać, że należy WOT „wreszcie” wcielić w struktury „rzetelnej wojskowości” wojsk operacyjnych, a te z kolei zdobią z nich „właściwe wojska” – jak to czyniły konsekwentnie do 2008 roku, by ostatnie je zlikwidować. I o to idzie walka intelektualna oficerów na poziomie strategicznym, z czego poszczególni cywilni ministrowie obrony od niemal trzydziestu lat nie zdają sobie sprawy (stąd są „wiedzeni na pokuszenie”) podczas, gdy powinni zrobić solidny egzamin ze znajomości Obrony Terytorialnej, tym wszystkim, którzy w tej sprawie chcą zajmować stanowisko. A wiedze w tym względzie jest szeroko dostępną (nie tylko polska ale i zagraniczna) tylko wyjątkowo ignorowana i bogate doświadczenie historyczne też, nawet przez obecnych „budowniczych” WOT! I wychodzi na to, że jesteśmy uczeni, i kolejni ministrowie też, że przez nauczycieli „matematyki obronnej”, który nie znają nawet „podstaw rachunków”, a już o „tabliczce mnożenia strategicznego” nawet nie słyszeli!

Krytycznie wielokrotnie mówiono także o czasie szkolenia podstawowego żołnierzy WOT oraz o kryteriach ich doboru do tej formacji, podobnie jak ich medialnym funkcjonowaniu mającym wpływ na ich potencjalne funkcjonowanie konspiracyjne. Trzeba jednak z taką krytyką walczyć, bowiem tworzenie i eksponowanie ich nowej zdolności, jaką jest możliwość prowadzenia działań nieregularnych, jest nową jakością w panowaniu nad polską przestrzenią. I to na tyle skutecznym panowaniem, które przekłada się wprost na wysoce efektywną użyteczność strategiczną, operacyjną i taktyczną, bowiem działaniom nieregularnym ulegały armie światowych mocarstw wykorzystujące najnowsze technologie walki zbrojnej. A świadomość ich skuteczności była sprzątnie ukrywana przed polskim społeczeństwem przez dziesięciolecia.

W kontekście ich czynnika konspiracyjności trzeba zadawać sobie sprawę z tego, że prowadzone one powinny być głownie w tym etapie agresji na Polskę, kiedy agresor będzie w kolumnach i doraźnym zajmowaniu rejonów. I to należy przede wszystkim ćwiczyć i eksponować oraz doskonalić umiejętności w tym względzie – nie zaś jedynie sytuacje, kiedy agresor stanie się okupantem i zaistnieje konieczność prowadzenia działań partyzanckich. Zaś czynnik konspiracyjności nabierze nikłego znaczenia kiedy służba wojskowa stanie się powszechnym obowiązkiem obronnym, na co wskazuje Konstytucja (art. 85). Ten artykuł jest o tyle ważny również i dlatego, że nie do pomyślenia jest rozwiązanie - jak myślę chwilowe – że niemal 40-milionowego społeczeństwa ma bronić 150-tysieczna armia, w tym województwa (średnio około 2,4 miliona obywateli) brygada OT, która jeszcze ma wspierać wojska operacyjne.

Państwa, które poważnie traktują swoją skuteczność obronną i do tego sąsiadują z agresywnymi mocarstwami poszukują swojej skuteczności obronnej w powszechnym obowiązku obronnym obywateli. Czyni to skutecznie Szwajcaria angażując do służby mężczyzn w wieku 18-40 lat, co stanowi niemal 1/6 potencjału społecznego i daje wartość orientacyjną na poziomie około miliona zbrojnych, spośród 8,2 milionowej społeczności. Podobne rozwianie jest w Finlandii, która sąsiaduje z Rosją (jak Polska), gdzie ma zastosowanie powszechny obowiązek służby wojskowej, głównie w strukturach OT. W Polsce ten obowiązek zapisany jest w Konstytucji, ale dziwnym zbiegiem okoliczności jest zawieszony nawet dzisiaj, kiedy tak dużo mówi się o samodzielności obronnej państwa polskiego. Bowiem ważniejsza jest kalkulacja wyborcza, niż bezpieczeństwo państwa, o którym tak dużo się mówi.

Zmiana ministra obrony jest dobrą okazją do wprowadzenia wielu zmian w resorcie na rzecz skuteczności obronnej państwa. Sporo już wprowadzono. Czy te, które będą dotyczyły WOT oznaczają wyciągniecie wniosków ze zdrowej krytyki, czy raczej będą oznaczały zawrócenie z drogi ich rozwoju?


2. O czym trzeba pamiętać tworząc i rozwijając Wojska OT?

Uczestnicy debaty dotyczącej Wojsk OT oraz autorzy wszelakich raportów, ale także twórcy tych wojsk nie mogą nie uwzględniać geopolitycznego położenia współczesnej Rzeczypospolitej (graniczenie z agresywnym od ponad 300 lat mocarstwem) i wniosków z tragicznej historii polskiej obronności (żaden z sojuszy, jakie mieliśmy w tysiącletniej historii nas nie obronił, a broniły nas efektywnie jedynie właściwie rozbudowane struktury terytorialnej obronności w połączeniu z własnymi wojskami operacyjnymi – czego skuteczność pokazał Kazimierz Wielki i poprzedni mu władcy piastowscy) w zestawieniu z wiedzą sztuki wojennej, na co wskazywał Andrzej Frycz Modrzewski (mówiąc: Aby Rzeczypospolita w całości i godności zawsze mogła pozostać, trzeba do tego trzech rzeczy: uczciwych obyczajów, sprawiedliwych sądów i biegłości w sztuce wojennej „O poprawie Rzeczypospolitej”, 1551). Trwająca debata dotycząca WOT wskazuje, że nie sięgnięto w niej zatem do wiedzy Sun Tzu, czy też C. Clausewitza, a także wniosków z organizacji i skutków powstań narodowych, czy też doświadczeń Armii Krajowej. Nie uwzględnia się też doświadczeń tych państw, które mają właściwą obronę terytorialną i wojska tworzone w powszechnym przeszkoleniu wojskowym na okoliczność sąsiadowania z agresywnymi sąsiadami, czyli Szwajcarii (sąsiadującej z Włochami, Francją i Niemcami) i Finlandii (sąsiadującej, podobnie jak Polska, z imperialną Rosją).

W obydwu tych państwach przeszkolenie wojskowe jest konstytucyjnym obowiązkiem obywatelskim, podobnie jak w Polsce. Tyle, że w tamtych dwu państwach jest to wykonywane z sumiennością przestrzegania prawa, a w Polsce NIE!, gdyż wciąż obowiązuje zawieszenie w tej sprawie, czyli inicjatywa Platformy Obywatelskiej, którą tak skwapliwie się krytykuje, a jednak kroczy jej zgubną dla obronności drogą I nawet „dobra zmiana” zachowuje ten stan głębokiego zagrożenia państwa Polskiego (!) – jako ewidentny przykład nieudaczności strategicznej, bo w stawach bezpieczeństwa państwa ważniejsze są wskaźniki atrakcyjności wyborczej (popularności), niż skuteczność w przygotowaniach obronnych społeczeństwa w obliczu ponad 300-letniego zagrożenia ze Wschodu, które bagatelizowane kosztowało już nas utratą niemal 2/3 terytorium niegdysiejszej Rzeczypospolitej „obojga narodów”, a także niewiele mniejszych strat w populacji obywateli.

Można powiedzieć więcej, debata, w której biorą udział także doświadczeni dowódcy, symptomatycznie pomijający negatywne doświadczenia z naszej tragicznej historii obronności, wciąż nie bierze pod uwagę nawet ostatnich doświadczeń z operacji w Iraku i Afganistanie, gdzie uzbrojonym po zęby najlepszym jednostkom z wielu państw nie udało się pokonać miejscowych, lokalnych sił terytorialnych (tamtejszych „wojsk OT”) wykorzystujących głównie działania nieregularne - posiadających jedynie lekką broń i przemieszczających się tylko pieszo. Nasi stratedzy wojsk operacyjnych wciąż śnią o zdolnościach armii imperialnej (podobnie jak ci przez II wojną światową, podczas, gdy nie potrafili nawet zorganizować skutecznej obrony państwa mając ponad 1,5 miliona przeszkolonych do tej obrony obywateli), która podporządkowuje sobie wszystkich i wszystko – nawet autonomiczne wobec nich struktury OT (co także miało miejsce już w naszej historii, w wypadku 55 Dywizji Rezerwowej, do której wcielono bataliony Obrony Narodowej nieprzystosowane do działań manewrowych, którymi manewrowano bezskutecznie, jak wojskami liniowymi).


3. Występujące błędy w tworzeniu Wojsk Obrony Terytorialnej


A . Brak powszechności Niezależnie od mojej oceny debaty na temat WOT, przyznaję, że przy tworzeniu tych wojsk nie ustrzeżono się licznych błędów. Jeśli już wskazywać na nie, to z całą pewnością zakładana obecnie ich wielkość jest niebezpiecznie mała (strategicznie błędna), gdyż powinna wynosić kilkaset tysięcy, a nie jedynie docelowo około 73 000. Taka wielkość może dotyczyć wojsk wewnętrznych w Polsce, a w żadnym wypadku nie WOT. Powszechna Obrona Terytorialna, którą należy budować w Polsce jako system, powinna posiadać powszechne struktury Wojsk OT na poziomie powiatowym i to w wielkości przynajmniej batalionu i bezwzględnie nie wzorowanym na strukturach wojsk operacyjnych. Bataliony te powinny skupiać się w czasie pokoju na zadaniach na rzecz zarzadzania kryzysowego i ochrony infrastruktury krytycznej, zaś w podczas kryzysu militarnego i wojny – działaniach nieregularnych oraz ochronie i obronie miast, a także wspomnianej infrastruktury. Wojska OT liczące w czasie pokoju kilkadziesiąt tysięcy muszą mieć przygotowane struktury, uzbrojenie i wyposażenie zapewniające rozwiniecie ich w czasie kryzysu lub wojny do liczby zapewniającej ochronę i obronę każdego powiatu, co wskazuje na potrzebę szkolenia i posiadania sił OT w liczbie co najmniej 500 tys. w skali kraju (choć docelowy stan mógłby być znacznie większy, jeśli uwzględni się konieczność ochrony i obrony miast – 700 tys.). Stąd tworzenie jedynie nieco ponad siedemdziesięciotysięcznej struktury WOT, w dodatku funkcjonujących poza terytorialnymi organami dowodzenia, jest wysoce niewystraczające strategicznie w kontekście narastającego zagrożenia ze strony Rosji, kiedy to właściwie należałoby mówić o wielusettysięcznej (może nawet milionowej) strukturze WOT.

W rozwiązaniach odnoszących się do Wojsk Obrony Terytorialnej nie można nawet myśleć o opcjach, gdzie stan pokojowy jest równy, co do liczby żołnierzy, stanowi wojennemu – a w Polsce jest faktem! Takie rozwiązanie nawet nie jest typowe dla zawodowych wojsk operacyjnych, bowiem one także posiadają stosowne uzupełnienie i częstokroć rozwiniecie ponad stan pokojowy - nie będące ani zawodowe, ani mieszczące się w stanie pokojowym. Jeśli to odnieść do wysiłku takich państw jak Szwajcaria i Finlandia, to jest to wręcz dywersja, a może sabotaż (można wybierać do woli), przeciw Państwu Polskiemu!

Obronę Terytorialną, jako struktura wykorzystująca potencjał społeczeństwa do obrony narodowej na poziomie lokalnym, cechuje z istoty sprawy powszechność, które ma swój wyraz przede wszystkim w jej strukturach wojsk, Wojskach Obrony Terytorialnej, stąd absolutnie niedopuszczalnym rozwiązaniem jest przyjmowaniem, że mogą one mieć ten sam stan pokojowy, co i wojenny. A do tego w państwie o potencjale społecznym wielu dziesiątków milionów mieszkańców, jakim jest Polska, gdzie planuje się stan na nico ponad 50 tysięcy – co jest nie tylko śmieszne, ale wręcz tragiczne i kompromitujące strategicznie.

W państwach, gdzie występują takie wojska są znacząco większe (nawet klikakrotnie) od stanów osobowych struktur wojsk operacyjnych. U nas nie! I przede wszystkim nie stanowią 1,2 promila potencjału obywatelskiego, co jest perspektywicznym zamiarem w Polsce. Z reguły stanowią one 3-10% zasobów osobowych państwa (im państwo większe, tym mniejszy procent – ale nigdy nie promil), co wobec złożeń polskich jest wielkością 25-83-krotnie większą. Zatem nie mówmy, że budujemy wojska powszechnej Obrony Terytorialnej. Za to możemy śmiało przyjmować, że kontynuujemy tradycje budowy Wojsk Wewnętrznych (nazywanych w PRL Wojskami Obrony Wewnętrznej – i też posiadających wtedy rangę rodzaju sił zbrojnych), których wielkość od czasów kiedy je posiadaliśmy po II wojnie światowej były w granicach pobliskich tym współczesnym WOT.


B. Służba weekendowa, czy odwieszenie poboru?

Obecne Wojska Obrony Terytorialnej tworzy się w trybie jakiegoś „najmu” – co jest charakterystyczne dla wojsk wewnętrznych, a nie struktur militarnych powszechnej OT, koniecznej strategicznie Polsce – który to tworzy wyraźne podstawy do „klapy finansowej” tego typu rozwiązania. Niestety wiele rozwiązań dotyczących obecnych WOT wskazuje na to, że są one bliższe Wojskom Obrony Wewnętrznej (typowego rozwiązania dla państw dyktatorskich, absolutystycznych, autokratycznych, niedemokratycznych), a nie siłom zbrojnym o charakterze terytorialnym w państwie demokratycznym, gdzie charakter działań militarnych struktur lokalnym jest podstawą obrony narodowej.

Trzeba jednoznacznie ocenić, że zarówno solidne wyszkolenie jak i powszechność WOT nie jest możliwa przy obecnym systemie założeń doktrynalnych, gdzie czynnik wojsk operacyjnych stara się zdominować te wojska. Stąd bez odwieszenia poboru i wprowadzenia kilkumiesięcznego obowiązku służby wojskowej nie da się osiągnąć zasadniczych celów istotnych dla terytorialnego systemu obronności.

Oczywiście odwieszeniu poboru i przywróceniu obowiązku służby winny towarzyszyć wprowadzone już motywatory prawne i finansowe zapewniające pozytywne nastawienie kandydatów do służby w OT, ale w wyjątkowo ograniczonym i uzasadnionym stopniu finansowym. Natomiast gratyfikacja aktywności obronnej powinna mieć innych charakter, np. w postaci zajmowania stanowisk w administracji, szkolnictwie, uprawnień myśliwskich itp. Samo szkolenie mogłoby odbywać się podczas weekendów, ale w wypadku młodzieży tuż po 18-roku życia również przed studiami, a także podczas wakacji i przerw semestralnych oraz z młodzieżą szkól średnich – trakcie roku szkolnego. Przecież to było w wolnej Polsce i się sprawdzało jako „przysposobienie obronne”.


C. Struktury, infrastruktura, szkolenie

Zasadniczym przygotowaniem na taką okoliczność powinno być szkolenie wojskowe realizowane na poziomie powiatowym, a jedynie dla specjalistów na szczeblu wojewódzkiej brygady OT, której struktura powinna być przystosowana głównie do tego celu - nie zaś manewrów na zasadach wojsk zmotoryzowanych. Stąd nie powinna ona być wzorowana na strukturze brygad wojsk operacyjnych (wojsk zmotoryzowanych), co ma miejsce obecnie – niezasadnie operacyjnie i strategicznie. I jest przez to błędem strukturalno-organizacyjnym, gdyż wojska lokalne jakimi są WOT, muszą być bezwzględnie przystosowane do potrzeb miejscowych/lokalnych, a jedynie ich zaopatrzenie i szkolenie specjalistyczne powinno mieć charakter regionalny (w brygadach wojewódzkich, będących jedynie bazą szkoleniową OT). Te obecne są już w zasadniczym założeniu dalece inne i przez to wymuszają strukturę i funkcjonowanie wysoce przystające do zasad obowiązujących w wojskach operacyjnych.

W ten sposób poniekąd się zachęca wojska operacyjne do naturalnego im zainteresowania się czymś, co ma charakter operacyjny, czyli struktur wojsk zmotoryzowanych, na których bazie buduje się współczesne WOT. Bo struktury zmotoryzowane są typowe dla wojsk wewnętrznych i wojsk operacyjnych. Stąd trudno im pojąć dlaczego tak funkcjonujące wojska nazywane WOT mają być poza nimi.

Obecnie, mimo głębokiej „roszady kadrowej” w strukturach MON, oficerów rozważających strategicznie i zarazem odpowiedzialnie o państwie jest niewielu, a całą pewnością nie dominują na szczeblach instytucji centralnych MON w sferze inicjatyw na rzecz obronności organizowanej terytorialnie. Stąd wciąż pokutuje logika wywodząca się głównie z Rosji carskiej i święcąca tryumfy kadrowe w latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku, która przyjmowała, że wojska operacyjne (wtedy liniowe) to świętość - jak to było w państwach imperialnych (Rosji, Prusach, Austrii), skąd wywodziła się zasadnicza liczba wyższej kadry dowódczej Polski przedwojennej. Zaś inne struktury militarne (jak np. Obrona Narodowa) oraz reszta społeczeństwa (którego nie przygotowano właściwie do wojny obronnej w 1939 roku) skazane były czynić wyjątkowo wiele i wiernopoddańczo na ich rzecz. I tamten zwyczaj w układzie wojska operacyjne - inne struktury militarne wciąż pokutuje w Polsce. Dlatego środowisko wojsk operacyjnych tak niesympatycznie postrzega terytorialsów i usiłuje ich sobie bezwzględnie podporządkować. Ale jest to błędne strategiczne podejścia (gdyż wojnę i przygotowanie do niej prowadzi solidarnie cały naród, a nie jego wybrańcy), podobnie jak i to, że WOT mają być uzawodowione w większym procencie niż do wielkości 3% i w dodatku przyjmuje się (błędnie), że mogą one funkcjonować poza terytorialnymi organami dowodzenia (czyli powszechną Obroną Terytorialna, jako systemem będącym komponentem terytorialnym).

Zastanawiające jest zatem i to, czy przyjęcie takiego rozwiązania jak obecnie jest realizowane w przypadku budowy WOT nie zostało już od samego początku „skażone” brakiem optymalnej wykonalności i pomyślane tak, aby miało wszelkie wady służące jego przyszłemu zaniechaniu? Wiele na to wskazuje, bo wiedza na właściwe rozwiązania w tym względzie już istnieje w Polsce od wieków, a szczególnie po doświadczeniach Armii Krajowej, której dorobek usiłuje się przykryć żołnierzami wyklętymi – też zasługującymi na uhonorowanie za ich niezłomność! Jeśli dodać do tego duże uzawodowienie struktur obecnych WOT – co jest niewłaściwe w tego rodzaju strukturach militarnych (bo przede wszystkim wysoce kosztowne) - oraz niecelowy zakupy sprzętu (m.in. transportowego) i rozbudowa (odtwarzanie) baz koszarowych typowych dla wojsk operacyjnych, co nie powinno towarzyszyć tego typu wojskom, to można zastanawiać się, czy rzeczywiście chodziło autorom tak tworzonych WOT o zbudowanie koniecznej, a zarazem skutecznej i taniej oraz powszechnej struktury obronnej RP w oparciu o aktywny udział całego społeczeństwa? Czy, aby może jedynie czynienie takiego wrażenia, że istotnie wzmacnia się polską skuteczność obronną? Można więc domniemywać, że takie postępowanie zapewne podoba się za wschodnią granicą, ale dla Polski jest mało korzystne, bo noszące znamiona przedsięwzięcia nie do końca udanego, a przecież koniecznego.

Stad też należy je kontynuować ale i wysoce skorygować w stronę budowy systemu powszechnej Obrony Terytorialnej, gdzie tanie, lekkie i powszechne struktury powiatowych wojsk miejscowych mieszkańców będą gwarantowały sobie skuteczną obronność oraz znajdującej się tam infrastruktury – bo to jest istota komponentu terytorialnego, jakim jest powszechna OT.

Formowanie Wojsk OT w struktury wysoce podobne do rozwiązań stosowanych w wojskach operacyjnych (np. brygady OT, jako typowe struktury piechoty zmotoryzowanej) i wyposażane w środki transportu do szerokiego manewru/przemieszczania się na znaczne odległości jest nieporozumieniem w lokalnych przecież Wojskach OT. Podstawowym środkiem transportu żołnierzy WOT powinny być ich buty napędzane siłą mięśni! A wyjątkowych wypadkach - rowery i kłady oraz narty. Nic więcej.

Duże zastanowienie budzi fakt, że do kontroli wyników szkolenia WOT wykorzystuje się procedury i struktury te same co w wojskach operacyjnych, gdzie kontrolujący nie znają istoty tych wojsk i wymagają tego, czym nawet nie „trącą” te wojska – traktując je jak rezerwową piechotę wojsk operacyjnych. Zrozumiałym może być jedynie takie podejście, kiedy jest przyzwolenia polityczne na celowe skrzywienie tych struktur przecież dopiero początkujących w swoich poczynaniach organizacyjnych i szkoleniowych. A dyskretne zaniechania w budowie strzelnic w „każdym powiecie” może odbić się negatywnie na wynikach wyborów na szczeblu lokalnym, bo miejscowi mogą to odbierać jako odwrócenie się rządzących od ich „tutejszych” potrzeb obronnych.

Niezrozumiały jest także fakt, z którego wynika, że zawodowi żołnierze, którzy przyszli do WOT ze struktur wojsk operacyjnych, „pracują” częstokroć niemal przez siedem dni w tygodniu (bez urlopów i dni wolnych – od rana do nocy), co może doprowadzić to stanu, że z chwilą upływu kontraktu nie przedłużą go i nagle powstanie problem, którego się obecnie nie dostrzega. A warto o nich pomyśleć odpowiedzialnie, gdyż postanowili opuścić ustabilizowana służbę w dotychczasowych struktura wojsk i podjąć wyzwanie tworzenia czegoś dla nich przecież nowego – WOT.


4. Świadomość znaczenia i zadania WOT

Można odnieść wrażenie, że dotychczas czyni się wiele przy budowie WOT, aby dowódcy wojsk operacyjnych potrafili zrozumieć te Wojska i przez to je zaakceptować. Ma to ogromne znaczenie. Trzeba pamiętać, że wojska Obrony Terytorialnej miały już okres swojego rozwoju. Do likwidacji struktur OT przyczynili się w zasadzie nie politycy jak to się błędnie ocenia a sami dowódcy, generałowie z najwyższych stanowisk dowodzenia, którzy żyli jedynie wojskami operacyjnymi, nie doceniając, albo nie rozumiejąc znaczenia Wojsk OT. Dowódcy po prostu muszą się nauczyć powszechnej OT i jej wojsk. Innej drogi nie ma, bo jeśli tej wiedzy nie posiądą i nie przećwiczą, to będą wnosić do obiegu strategicznego takie „sugestie”, jakie głosi dzieło o tytule „Wojska Obrony Terytorialnej – stan obecny i pożądane kierunki zmian. A wtedy nikogo nie będzie dziwiło oczekiwanie Sztabu Generalnego postulującego zlikwidowanie Biura ds. budowy Obrony Terytorialnej.

Wydawać się mogło, że po tych dwóch latach aktywnych działań w sferze formowania Wojsk Obrony Terytorialnej, przynajmniej dowódcy szczebla strategicznego powinni zrozumieć to, czym są te Wojska. Przypomnę zatem, że Wojska te są militarną strukturą a jednocześnie częścią składową Obrony Terytorialnej, jako powszechnej organizacji wojskowej obywateli. I w niczym nie przypominają wysoce uzawodowionych oraz manewrowych wojsk operacyjnych. A przede wszystkim nie mogą być ich częścią lub nawet wsparciem, o co tak skrzętnie zabiegają nie znających ich istoty dowódcy wojsk operacyjnych. Jeśli zatem oni widzą koniczność wspierania wojsk operacyjnych przez jakieś struktury militarne, to nich wystąpią do ministra ON o powołanie wojsk rezerwowych, jak to jest w USA – a nie oczekują, że WOT takim dla nich będą. Gdyż powinni wiedzieć przynajmniej to, że WOT mają być przede wszystkim wsparciem dla lokalnego społeczeństwa i lokalnej administracji. M.in. na rzecz wzmocnienia ochrony i obrony znajdującej się w ich stałych rejonach odpowiedzialności obiektów infrastruktury krytycznej oraz miast i zamieszkującej tam ludności, a także wparcia miejscowej administracji podczas występowania sytuacji kryzysowych.

Jeśli jakiś związek typu wsparcie istnieć powinien między WOT, a wojskami operacyjnymi, to może być on jednie ze strony tych operacyjnych na rzecz struktur powszechnej Obrony Terytorialnej (w tym WOT) zarówno w układzie lokalnym (rejonach odpowiedzialności WOT), jak i regionalnym (regionach odpowiedzialności OT). W relacjach pomiędzy tymi strukturami wojskowymi można mówić, i trzeba zakładać, głownie współdziałanie.

Ośrodki pielęgnowania strategicznej wiedzy w Polsce, powinny mieć świadomość tego, że aby struktury lokalnych/terytorialnych wojsk miały miejsce, to istnieje fundamentalna potrzeba dla nich, czyli powszechna Obrona Terytorialna, jako komponent sił zbrojnych (w postaci systemu OT) komplementarny drugiemu komponentowi, jakim są wojska operacyjne. Stąd jej powstanie, powinno stać się drugim krokiem strategicznym w polskiej obronności, który w rozwoju WOT powinien już nastąpić! O jej współczesnym znaczeniu wypowiadają się Amerykanie, którzy przyjmują, że jest to „komponent nowoczesnej struktury militarnej, którego powiązanie z systemem niemilitarnym, w decydujący sposób wpływa na skuteczność obrony narodowej” . A tym powiazaniem jest terytorialny system dowodzenia, który należy szybko zbudować, aby można było mówić o powszechnej Obronie Terytorialnej w Polsce, która jest niezbędnie konieczna do strategicznego zagospodarowania przestrzeni RP w sposób kinetyczny. Czego zabrakło w 1939 roku w obronie Polski, a co potem zbudowano w postaci Armii Krajowej, zaś po II wojnie światowej skutecznie zlikwidowano za sprawą Rosji. Natomiast teraz ciężko się przebić ze świadomością do polityków i doradzających im wyższej rangi wojskowych, że jest to przedsięwzięcie żywotnie potrzebne dla przetrwania społeczeństwa polskiego, bo kto siły nie ma, ten się w historii nie liczy - mawiał Józef Piłsudski. A siła w niemal 40-milionowym społeczeństwie jest ogromna, tyle, że wyjątkowo zręcznie trwoniona za sprawą agentury wpływów obcych Polsce ośrodków zagranicznych i miejscowych nieudaczników.

Już z powyższej przytoczonej amerykańskiej definicji wynika to, że OT w żadnym wypadku nie jest elementem składowym wojsk operacyjnych. A ponadto i to – o czym powinien wiedzieć każdy oficer WP – że, aby istniały jej wojska, czyli struktury terytorialne (słownik podpowiada, że „terytorialny”, tj. powiatowy, obwodowy, rejonowy oznacza także „lokalny”), to i ona powinna istnieć, jako podstawa dla nich, gdyż tylko wtedy wojsk te mogą właściwie egzystować i nosić jej nazwę.

Zastanowienie budzi jednak fakt, że istnieją tendencje, które usiłują „wmanewrować” WOT w zadania HNS – jako głównego wykonawcę. Warto jednak uświadomić sobie i to, że HNS jest funkcją państwa, a nie wojsk tego państwa i tym bardziej WOT. Czyli świadczenie usług i zaopatrzenia dla przybywających wojsk sojuszniczych jest powinnością administracji cywilnej i w oparciu o struktury cywilne oraz z wykorzystaniem głównie infrastruktury cywilnej. Wojska państwa-gospodarza wtedy mogą być jednie tą kropką na „i” – niczym więcej, bo przede wszystkim mają być skutecznym orężem zbrojnym wspieranym przez siły sojusznicze. Zatem w wypadku WOT mogą to być jedynie doraźne i incydentalne działania na korzyści sojuszników militarnych w rejonach odpowiedzialności tych wojsk, ale w takim zakresie, który nie będzie naruszał zarówno struktury, jak ich planów wojennych/bojowych. Istotą HNS nie jest pozbawianie zdolności i skuteczności działań wojsk państwa-gospodarza po to by ułatwić przybycie i działanie wojsk sojuszniczych, lecz wzmocnienie/wsparcie „miejscowych” sił zbrojnych przy aktywnym zabezpieczeniu „przybywających” przez administrację cywilna państwa-gospodarza. Tymczasem niezależnie od tego, czy wojska sojusznicze przybędą w rejony odpowiedzialności WOT, czy nie, WOT mają wspierać jedynie miejscową administrację, ludność i chronić infrastrukturę krytyczną, a nie wojska operacyjne, zarówno te własne, jak i sojusznicze.

Wojska państwa-gospodarza zajmują się swoimi dotychczasowymi zadaniami (skoordynowanymi z sojuszniczymi poczynaniami), nie rozpraszając własnego wysiłku organizacyjnego i potencjału, przede wszystkim ludzkiego, na rzecz sojuszników.

Wydawałoby się, że w sytuacji, kiedy obecny szef resortu przynosi ze sobą zrozumienie dla funkcjonowania terytorialnych struktur administracji „mundurowej” z ministerstwa, które ma trzy formacje terytorialne, jakimi są Policja i Państwowa Straż Pożarna oraz Straż Graniczna, i przez to zostanie zainspirowany do budowy kompleksowego systemu OT (jako terytorialnej struktury militarnej państwa), gdzie budowane obecnie WOT zostaną wzmocnione terytorialnymi organami dowodzenia szczebla centralnego [Komendą Główną OT (jako militarny odpowiednik Komend Głównych Policji, PSP i SG)], regionalnego [Komendami Wojewódzkim/Regionalnymi OT (jako odpowiednik Komend Wojewódzkich Policji i PSP)], lokalnego [Komendami Powiatowymi/Obwodowymi OT (odpowiednik Komend Powiatowych Policji, PSP)] oraz konicznymi dla powszechnej w Polsce Obrony Terytorialnej innymi funkcjami i strukturami dla niej typowymi, spotykamy się z całkowicie przeciwnym kierunkiem działania ze strony spadkobierców (doradzających) wojsk operacyjnych, którzy konsekwencje i jakże ochoczo likwidowali ostanie struktury WOT w 2008 roku. Przy okazji tamtej likwidacji także zlikwidowano już zbudowany terytorialny system dowodzenia (Regionalne Sztaby Wojskowe na szczeblu wojewódzkim i Rejonowe Komendy Obrony Terytorialnej – na szczeblu powiatowym). A struktury wojsk mających charakter batalionów rezerwowych nazywano (mylnie) strukturalni WOT, tyle, że ich zadania wskazywały na to jednoznacznie, że nie miały nic wspólnego z typowymi WOT, oprócz terytorialnego ich tworzenia na potrzeby zabezpieczenia wojsk operacyjnych.


5. Wsparcie a współdziałanie

Obserwując ożywiona dyskusję na temat wykorzystania WOT w działaniach bojowych trzeba jednoznacznie podkreślić, że niekiedy można odnieść wrażenie, iż w układzie WOT a wojska operacyjne częstokroć myli się pojęcie wsparcia z pojęciem współdziałania. Toteż dla jednoznaczności rozumienia tego zjawiska należy bezwzględnie przestrzegać, że zazwyczaj mocniejszy wspiera słabszego. To oznacza, że wojska operacyjne wspierają WOT (nie odwrotnie), tak jak wojska sojusznicze wspierają w ramach HNS wojsk państwa-gospodarza. Natomiast w określonych sytuacjach, kiedy występuje konieczność znalezienia się wojsk operacyjnych w stałych rejonach odpowiedzialności WOT - i zgodnie z zasadą, że dowodzi wtedy ten, który wykonuje główne zadanie – to następuje potrzeba zorganizowania współdziałania pomiędzy tymi rodzajami wojsk. I organizuje je ten wykonujący główne zadanie w tym rejonie. Zatem może to czynić zarówno dowódca wojsk operacyjnych, jak i dowódca WOT.

Przy czym dowódca wojsk operacyjnych musi posiadać świadomość tego, że WOT mogą nie kontynuować tego współdziałania stosowanie do własnej oceny sytuacji, kiedy dojdą do wniosku, że wystąpiła konieczność zachowania zdolności do podjęcia działań nieregularnych i tym samym uchronienia się od całkowitej likwidacji we współdziałaniu z wojskami operacyjnymi. Wtedy jedynie powiadamiają współdziałającego z nimi, o przejściu do „swoich” przedsięwzięć i zaprzestają współdziałania. Podobnie jak wojska operacyjne zaprzestają tego przedsięwzięcia, kiedy podejmują inne działanie, które nie muszą koordynować z WOT. Warto pamiętać również o tym, że swoistym „państwem-gospodarzem” wobec wszystkich wojsk przybywających do stałego rejonu odpowiedzialności WOT jest dowódca tego rejonu, stąd zawsze z nim należy koordynować działania „przybywających”, aby nie stali się celem ataku jego struktur bojowym.


WNIOSKI NA PRZYSZŁOŚĆ

Reasumując, należy stwierdzić, że sama idea WOT zmierza we właściwym kierunku, ale wykonanie jej wymaga pozytywnej (twórczej) korekty po wstępnym – jak się wydaje koniecznym (bo tylu „wywołała do tablicy”) - okresie tworzenia tych Wojsk. Trzeba jednak liczyć się z tym, że mając na względzie dotychczasowe działania wojsk operacyjnych, nie będą one sprzyjać właściwemu rozwojowi WOT – tak też było kiedyś w Stanach Zjednoczonych, dopóki wyraźnie nie odcięto wpływów tamtejszych wojsk operacyjnych od struktury, w jakimś stopniu „terytorialnej”, Gwardii Narodowej (co w Polsce jest także konieczne i od lat oczekiwane od polityków). Również Sztab Generalny, który stoi potęgą umysłów oficerów z wojsk operacyjnych, nie będzie neutralny w tym względzie, podobnie jak i Dowództwo Generalne (czy też inny organ stojący pomiędzy WOT a ministrem ON, składający się z oficerów wojsk operacyjnych). Stąd niezależnie od tendencji co do zakusów „operacyjnych” w kwestii likwidacji Biura ds. Budowy Obrony Terytorialnej należało by je utrzymać w dotychczasowej podległości ministra i wzmocnić merytorycznie czynnikiem poza „operacyjnym”, tj. głownie tymi, którzy wykazują się solidną wiedzą w sferze Obrony Terytorialnej (w tym wypadku mogę służyć pomocą). A po to aby przystąpić do budowy względnie taniego i powszechnego systemu OT na szczeblu powiatowym. I co najważniejsze - skutecznego obronnie, bo opartego o powszechną aktywność obywatelską, która do tej pory jest umiejętnie marnowana.

Jest to proces trudny, ale jednak konieczny (a przede wszystkim nie skierowany przeciw wojskom operacyjnym, które „bronią swojego” nie mając nawet wiedzy, że pośrednio czynią krzywdę nawet sobie), gdyż w przeciwnym wypadku strwonimy zapał społeczeństwa do obrony organizowanej na szczeblu lokalnym i utracimy szansę skutecznej obrony państwa z własnym gremialnym udziałem. A ten właśnie „udział własny” znacząco się liczy w sferze międzynarodowej i ma konotacje nie tylko na sferę gospodarczej, ale kulturalnej, naukowej i zachowaniu oraz propagowaniu tradycji narodowych.

Słabego nikt nie sucha i przez to nawet narzucą mu sią zewnętrzne rozwiązania do funkcjonowania wewnętrznego. I czy aby nam właśnie o to chodzi, kontynuując bezbronność terytrialną?

Nie dopuśćmy do tego, aby WOT mogły zostać wkrótce zmarginalizowane, co można wywnioskować z wypowiedzi i działań najwyższych rangą generałów zarówno w służbie czynnej, jak i tych poza służbą. W tej sytuacji należy „uciec krok do przodu”, i wzmóc powszechne kształcenie w kwestii Obrony Terytorialnej – np. przez wprowadzenie przedmiotu „Oberona terytorialna” w szkolnictwie wyższym, gdzie uprawia się „bezpieczeństwo narodowe”, „bezpieczeństwo wewnętrzne” i „bezpieczeństwo państwa”. W ten sposób wielu przyszłych intelektualistów pozna tajniki tej istotnej dla państwa wiedzy, aby tym samym włączyć się w krzewienie idei skutecznej obrony narodowej, która Polsce jest potrzebna, a tymczasem zawłaszczana jedynie przez oficerów, którzy także powinni pogłębiać widzę, ponieważ żyjemy w czasach ciągłego się doskonalenia we wszystkich dziedzinach – a obronie narodowej szczególnie koniecznej, bo to jest kwestia egzystencjonalna narodu. I w sferze intelektu też jest to wyjątkowo nieodzowne.

W tej sytuacji, konieczna jest decyzja polityczna o zbudowaniu systemu Obrony Terytorialnej, powszechnej OT, liczącej kilkaset tysięcy przeszkolonych zbrojnie obywateli, a nie jedynie kilkadziesiąt opłacanych żołnierzy funkcjonujących w trybie wojsk wewnętrznych, w dodatku jako piechota zmotoryzowana. Zajęcia z przeszkolenia wojskowego z nimi powinny być prowadzone w powiecie, gdzie broń do ich dyspozycji powinna być w ich pobliżu – wskazane byłoby, aby właśnie w domach żołnierzy OT (jak np. w Szwajcarii) lub w przedsiębiorstwach/zakładach chronionych warta przemysłową, pod nadzorem Policji. Nie może to być „wędrówka ludów” po województwie, jak dotychczas.

Konieczny jest też we właściwie organizowanej powszechnej Obronie Terytorialnej system terytorialnego dowodzenia lokalnymi i regionalnymi strukturami militarnymi – jak terytorialnie funkcjonujących Policji i PSP, gdzie nad skutecznym wykorzystaniem potencjału operacyjnych tych formacji sprawują skuteczne nadzór i kierowanie „komendy terytorialne” tych struktur. Bowiem w ścisłym związku potrzeb lokalnych i regionalnych administracji (starostów, wojewodów) sprawnie zadaniowo wykorzystują potencjał tych formacji do działań w sferze bezpieczeństwa i porządku publicznego oraz porządku powszechnego. I aż się prosi, aby skorzystać z tych rozwiązań, ponieważ obecnie dowódca wojewódzkiej Brygady OT jest rozchwytywany (i przy tym „rozmieniany na drobne”) przez różnych kontrahentów chcących z nim współpracować. Stąd, aby dowódca ten mógł zając się przede wszystkim szkoleniem i przygotowaniem podwładnych do wykonywania zadań jest niezbędnie konieczne, by gro kontaktów z WOT przejęła Wojewódzka Komenda OT, co właściwie wpłynie funkcjonowania systemu OT.

Takie rozwiązanie jest niezbędne nie tylko dlatego, aby wojska operacyjne odstąpiły od postępującego zawłaszczania WOT w trybie dowodzenia stosowanego w wojskach wewnętrznych (bo bez istnienia terytorialnych organów dowodzenia, silnie współdziałających z lokalną i regionalną administracją państwa), ale przede wszystkim dlatego, że takie rozwianie umożliwi odpowiedzialne przygotowanie bojowe jednostek Wojsk Obrony Terytorialnej (odciążając je od koniecznych kontaktów z organizacjami i społeczeństwem) i skoncentrowaniu się na organizacji szkolenia obronnego społeczeństwa.

Do kontaktów ze strukturami OT powinny służyć Komendy OT (powiatowe, wojewódzkie i główna), gdyż tych instytucji chcących współpracować z obrona terytorialną jest kilkadziesiąt w skali województwa i nie mniej na poziomie powiatu. Poza tym kontakty tę muszą jednak być skoordynowane na poziomie administracji lokalnej i regionalnej, gdyż dotyczą jednak ważnego problemu strategicznego i prawnego państwa, jakim jest obronność. A za spawy te odpowiadają mimo wszystko zarówno wojewoda, jak i starosta, stąd jakiekolwiek „sobiepaństwo” (nawet wojskowe) w tym względzie jest niedopuszczalne. Stąd te Komendy OT muszą silnie współdziałać z tego tupu organami władzy, gdyż na ich terenie organizują także terytorialne rozpoznanie wojskowe (jako system), który ma służyć zarówno powszechnej OT (jako instytucji państwa), jak i wojskom operacyjnym.

Niwelując słabości w tworzeniu WOT należy jednak przede wszystkim postawić na tworzenie systemy OT – budowę powszechnej OT - która powinna się rozpocząć od powołania terytorialnych organów dowodzenia, a następnie stworzenia terytorialnego systemu rozpoznania, opartego na współpracy z administracją powiatową (wszystkie obiekty – nawet te o znaczeniu strategicznym i należące do infrastruktury krytycznej – są w konkretnych powiatach, choć nie które są ujęte w planach wojewódzkich). Terytorialny system rozpoznania powinien być podstawą do pozyskiwania danych dla wojsk operacyjnych o własnym terenie oraz na potrzeby systemu OT i bazować na przedsięwzięciach cyberobrony terytorialnej w układzie cywilno-wojskowym.

Płk w st. spocz. prof. dr hab. Ryszard JAKUBCZAK

Ostatnio opublikowane:
  • YouTube
  • Twitter Ikona społeczna
  • Facebook Social Ikona