Marynarka Wojenna w przeddzień jubileuszu

Marynarka Wojenna w przeddzień jubileuszu.

Sto lat jej rozwoju, czy też koniec rozwoju.


Niecałe trzy tygodnie po zakończeniu pierwszej wojny światowej, w dniu 28 listopada 1918 roku, została powołana do życia Polska Marynarka Wojenna. W przyszłym roku przypada jej jubileusz, który wpisuje się w obchody setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Dekret o utworzeniu Marynarki Wojennej nabrał praktycznego wymiaru jednak nieco później, bo dopiero w dniu 10 lutego 1920 roku, kiedy w rezultacie traktatu wersalskiego Polska przejęła niewielki pas wybrzeża, ciągnący się od Orłowa aż po jezioro Żarnowiec

Zarządzenie Rady Ministrów z dnia 3 kwietnia 1922 roku, określiło następnie zadania Marynarki Wojennej: „Zadaniem Marynarki Wojennej jest zbrojna obrona Rzeczypospolitej na wodach wewnętrznych i na morzu, włącznie z obroną dostępu ze strony morza do wybrzeża”. Zarządzenie to obowiązywało w takiej samej treści aż do wybuchu wojny. Pierwszy plan opracowany w 1920 roku był nad wyraz ambitny i zakładał, że „dla Marynarki Wojennej nabędzie się, bądź wybuduje w latach 1920 do 1929: 2 okręty liniowe, 6 krążowników, 28 kontrtorpedowców, 42 okręty podwodne, 6 podwodnych stawiaczy min, 28 trałowców, 54 kutry torpedowe, 70 samolotów różnych typów i wiele innych jednostek pomocniczych”. Ze względu na ograniczone zdolności ekonomiczne państwa, plan nie uzyskał jednak aprobaty. Jego druga wersja, tym razem nieco bardziej odchudzona, zakładająca nabycie jednego krążownika (5 tysięcy ton wyporu), 4 kontrtorpedowców, 2 okrętów podwodnych i 12 kutrów torpedowych, też nie została dobrze przyjęta. Jak się okazało, ten plan również przerastał możliwości finansowe państwa.


Zainteresowanie rozwojem Marynarki Wojennej wróciło dopiero po 1926 roku, kiedy Europa była po konferencji w Locarno, podczas której Niemcy odmówiły udzielenia gwarancji trwałości granicy polsko-niemieckiej. Przejęcie władzy w Polsce przez obóz sanacyjny zmieniło orientację polityki zagranicznej, spowodowało otwarcie na nowe koncepcje polityczno-strategiczne, oraz nowe podejście do rozbudowy sił morskich. W rezultacie działań prowadzonych nad odbudową floty, w latach 1929-1932 wcielono do służby trzy okręty podwodne („Wilk”, „Ryś”, „Żbik”) oraz dwa niszczyciele („Wicher” i „Burza”) wybudowane we Francji. Zgodnie z zamówieniem złożonym w stoczniach brytyjskich, w 1937 roku przybyły do Gdyni dwa niszczyciele („Grom” i „Błyskawica"). W stoczni francuskiej w Hawr, wybudowano też okręt uniwersalny - stawiacz min, który wszedł do służby w 1938 roku. Dwa oceaniczne okręty podwodne typu „podwodne krążowniki” („Orzeł” i „Sęp”), które zgodnie z zamówieniem wybudowano w stoczniach holenderskich zostały wcielone w skład floty w 1939 roku. W tym samym roku, w składzie sił Marynarki Wojennej znajdowało się też sześć trałowców, wybudowanych w stoczniach krajowych. W sumie, posiadaliśmy dość pokaźną siłę z wysokim wskaźnikiem potencjału bojowego.


Podczas wojny obronnej jednak, flota wojenna nie odegrała istotnej roli. Potencjał bojowy różnorodnych jednostek nie został wykorzystany, przyczyn zaś było wiele, między innymi i taka, że projekcja siły Marynarki Wojennej nie była przygotowana właściwie do wojny na takim akwenie morskim jakim jest Bałtyk, i nie do takich zadań jak przykładowo obrona wybrzeża (oceaniczne okręty podwodne). Ulokowane kosztem innych rodzajów wojsk nakłady na rozwój floty, okazały się być chybioną inwestycją, a wysiłek pierwszoplanowy płynący z potrzeby „walki za naszą wolność” został chybiony. Aby ratować siły przed spodziewaną klęską na akwenach kontrolowanych przez flotę niemiecką, zrealizowano plan „Pekin”, wyprowadzając trzy niszczyciele do Wielkiej Brytanii. Trzy okręty podwodne zostały internowane w Szwecji, a dwa przedarły się do portów w Wielkiej Brytanii. Siły morskie podczas kilku lat walki na froncie zachodnim, wniosły istotny wkład do ogólnego wysiłku aliantów, jednak odbywało się to w ramach realizacji potrzeby „walki za wolność waszą”.


Najwyższy poziom potencjału bojowego Marynarki Wojennej jaki odnotowano po drugiej wojnie światowej, przypada na lata osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte. Przykładowo, w 1990 roku w składzie sił znajdował się jeden niszczyciel rakietowy, trzy okręty podwodne, jeden dozorowiec, cztery małe okręty rakietowe, jedenaście kutrów rakietowych, czternaście okrętów desantowych, osiem ścigaczy okrętów podwodnych, dwadzieścia jeden trałowców i dziesięć kutrów zwalczania okrętów podwodnych. Jednoczesna salwa wszystkich rakiet jakie mogłyby być wystrzelone z okrętów rakietowych, powinna posłać na dno każdą flotę państw nadbałtyckich. Po przystąpieniu do programu „Partnerstwo dla Pokoju”, a następnie po wstąpieniu do NATO, rozpoczął się proces osiągania celów interoperacyjności i kompatybilności z sojuszem. Skutkowało to wycofywaniem zdekapitalizowanego i przestarzałego technologicznie sprzętu i uzbrojenia. Tylko w latach od 2003 do 2005, wycofano ze służby niszczyciel rakietowy, dwa okręty podwodne, pięć okrętów rakietowych i osiem ścigaczy okrętów podwodnych. Z wprowadzaniem nowych jednostek, posiadających zdolności bojowe, niestety było już o wiele gorzej.


Decyzje polityczne dotyczące nowego miejsca Polski w systemie kolektywnego bezpieczeństwa i układzie wzajemnej obrony, zapadły we właściwym czasie i przez to pozwoliły w pełni spożytkować korzyści płynące z integracji z NATO. Wstąpienie do sojuszu zmieniło środowisko bezpieczeństwa naszego państwa oraz znacząco wpłynęło na przebieg zmian jakościowych następujących w siłach zbrojnych i Marynarce Wojennej. NATO odegrało istotną rolę stymulatora przemian we wszystkich rodzajach sił zbrojnych, szczególnie w Marynarce Wojennej.


Każda wyjątkowa rocznica, w sposób naturalny skłania do podsumowań, wniosków i refleksji. Daje przyczynek do oceny tego co się wydarzyło i tego co się może wydarzyć, do prognozowania kierunków dalszego działania. Podobnie jest dzisiaj, kiedy znaczymy w kalendarzu Marynarki Wojennej rok przed setną rocznicą jej odtworzenia. Kryzys jaki obecnie przeżywa Marynarka Wojenna, spowodowany brakiem postępów w jej modernizacji, permanentnymi zmianami koncepcji jej rozwoju, niedostatkami w finansowaniu, zamykaniem programów zanim zdążą się rozpocząć („Miecznik” i „Czapla”), przedłużającymi się budowami („Ślązak” - 16 lat), już nie tylko skłania do refleksji, ale budzi powody do narastania obaw o jej przyszłość. Dobrze się złożyło, że została w tym roku opracowana i zatwierdzona „Strategiczna Koncepcja Bezpieczeństwa Morskiego Rzeczypospolitej Polskiej”. Dokument ten był przez wiele lat oczekiwany przez wszystkich tych, dla których sprawy przyszłości Marynarki Wojennej nie są obojętne. Strategia stanowi punkt wyjścia do prowadzenia szczegółowych rozważań dotyczących poprawy bezpieczeństwa morskiego Polski. Dokument nie podejmuje próby określenia przyszłego kształtu sił Marynarki Wojennej ani też nie definiuje projekcji siły, bo nie takie było jego zadanie. Stanowi on natomiast fundamenty i określa ogólne ramy do dalszych rozważań, które powinny doprowadzić do odpowiedzi na pytanie: „Jaka ma być Marynarka Wojenna RP w drugim stuleciu jej istnienia, jakie ma mieć zdolności, aby sprostać wyzwaniom i pojawiającym się zagrożeniom?”


Przyszłe konflikty zbrojne, w większości przypadków najprawdopodobniej rozgrywały się będą w kontekście rywalizacji na polu ekonomii. Będą to starcia bez ściśle określonego teatru działań, gdzie celami staną się źródła surowców, złoża zasobów naturalnych oraz rynki zbytu. Może to być konflikt ekonomiczny, technologiczny czy też informacyjny między zwolennikami a przeciwnikami globalizacji. Strony zaangażowane, które nie będą w stanie zapewnić sobie równowagi sił i środków użytych do walki z potencjalnym przeciwnikiem, będą uciekały się do działań niekonwencjonalnych, asymetrycznych, stosowanych gwałtownie, niespodziewanie i na szeroką skalę. W rezultacie, konflikt toczył się będzie w kontekście wielowymiarowym, gdzie działania konfrontacyjne przekroczą ramy obszaru czasowego i przestrzennego. Wystąpić mogą trudności z wyraźnym zdefiniowaniem granic dzielących walczące strony, zwłaszcza w aspekcie ich klasyfikacji do kategorii żołnierzy, cywili, separatystów, terrorystów, bojówkarzy paramilitarnych lub samozwańczych. Zagrożenia będą się pojawiały równolegle w sposób nagły i zaskakujący oraz w różnych kombinacjach, co znacznie ograniczy ich neutralizowanie przy wykorzystaniu jedynie środków militarnych. Stąd też, przyszłe konflikty przybiorą charakter hybrydowych, łączących elementy działań klasycznych lub tak zwanych konwencjonalnych, z cechami konfliktów asymetrycznych, a również tych, które będą pochodną wprowadzania super-technologii do militarnego zastosowania. Mało prawdopodobnym zdaje się być przewidywanie wystąpienia konfliktu ograniczonego jedynie do dwóch spornych stron. Umiędzynarodowienie konfliktów i wojen lub ich geograficzne rozprzestrzenienie się w kontekście regionalnym lub wręcz globalnym może być zjawiskiem powszechnym, pochodnym od obserwowanych tendencji globalizacji czy też rozbudowy systemów sojuszy, unii i koalicji, a nawet organizacji o charakterze typowo ekonomicznym. Wielkim wyzwaniem zdaje się dzisiaj być racjonalnywysiłek podjęty w celu określenia takich ram rozwoju marynarek wojennych, aby w rezultacie mogły one sprostać wymaganiom morskiego teatru walki XXI wieku.


Zagadnieniem niezwykle istotnym jawi się też być pytanie o przyszły kształt Marynarki Wojennej RP, jej rolę i miejsce w systemie obronności państwa. Jak planować dzisiaj, aby nie popełniać błędów, które przytrafiły się nam w przeszłości. Powszechnie znaną prawdą jest to, że wielkość Marynarki Wojennej nie jest zależna od długości wybrzeża, ale od warunków politycznych i wartości, jaką dostęp na morze ma dla kraju. Polska dla zabezpieczenia swej wolności morskiej potrzebuje floty nie koniecznie silniejszej od floty sąsiadów, ale takiej, która by dawała rękojmię dostateczną nienaruszalności naszych praw na morzu i swobody żeglugi w obszarach morskich. Wiadomo też, że bogactwo kraju nie jest powodem do tworzenia floty, ale odwrotnie – stworzenie wartościowej floty zapewnia krajowi bezpieczeństwo i pomyślny rozwój, za którym idzie zawsze powszechny dobrobyt. Powinniśmy mieć zatem flotę silną nie poprzez liczbę jej okrętów czy też wielką poprzez gabaryty i wyporność „platform”. Powinniśmy mieć flotę zrównoważoną (kombinacja: platformy, sensory i uzbrojenie oraz personel) i wartościową, nacechowaną wysokim parametrem skuteczności względem kryterium potencjalnych zagrożeń. Należałoby zatem posiadać takie siły, które będą miały zdolności do obrony szeroko rozumianych interesów państwa, nie tylko w granicach Wyłącznej Strefy Ekonomicznej (EEZ), ale w miarę potrzeb i możliwości też i na morzu otwartym. Pożytek jaki płynie z przynależności do systemu kolektywnego bezpieczeństwa jest jednym z gwarantów pokoju. Przynależność do systemu kolektywnej obrony, to nie tylko pożytek w obszarze bezpieczeństwa, ale też i zobowiązania sojusznicze dotyczące utrzymania własnych sił na określonych poziomach zdolności i gotowości bojowej. Imperatyw ten wynika nie tylko ze zdefiniowanych narodowych ambicji obronnych, ale co być może w tym aspekcie jest ważniejsze, stanowi warunek konieczny do spełnienia wymogów w ramach sojuszniczych zobowiązań NATO oraz wspólnej polityki obronnej Unii Europejskiej.


Poziom rozważań o przyszłym kształcie Marynarki Wojennej powinien przekroczyć granice zainteresowań pojedynczymi platformami (fregaty z Danii czy fregaty z Australii), czy też egzemplarzami używanego uzbrojenia. Kontekst jest bowiem o wiele szerszy i obejmuje wszelkie analizy dotyczące Marynarki Wojennej postrzeganej również w kategoriach działań połączonych, a więc jako integralnego komponentu Sił Zbrojnych. Marynarka Wojenna jest specyficznym rodzajem Sił Zbrojnych, który podlega procesom i zagadnieniom programowości, jakie stosowane są w budowie nowych jednostek pływających i wprowadzaniu nowych systemów uzbrojenia. Programowość oznacza, że okręty powinny być budowane nie pojedynczo, lecz seryjnie, po dokładnym opracowaniu wymagań i określeniu ich typu. Przy seryjności budowy okrętów osiąga się obniżenie kosztów eksploatacji, zapewnia się jednolitość wyszkolenia załóg oraz sumowanie zdolności bojowych. Zmniejsza się koszty i czas budowy okrętów, upraszcza się obsługę i serwisowanie w portach. Ciągłość to przede wszystkim zapewnienie funduszy na cały czas wykonania zamierzonego programu tworzenia sił morskich państwa. Dlatego Marynarki Wojennej nie można improwizować na wypadek wojny, nie można też „kupować na dzisiaj” ani budować w ostatniej chwili, kiedy nagła potrzeba za tym przemawia. Należy zawczasu, na lata z wyprzedzeniem, a nawet na dziesiątki lat myśleć o celowym jej tworzeniu. Należy przewidzieć udział w programie własnego, krajowego potencjału, jaki wynika z branży budownictwa okrętowego i zdolności sektora przemysłu obronnego.


W tym miejscu warto przytoczyć niezwykle cenne uwagi, jakie zawarte zostały w raporcie opracowanym przez zespół ekspertów z „Warsaw Enterprise Institute”, zatytułowanym „Koncepcja Powołania Agencji Uzbrojenia”. Autorzy raportu sformułowali szereg trafnych spostrzeżeń, dotyczące słabości systemu, lub raczej zbioru rozdrobnionych instytucji, biorących udział w „procesie pozyskiwania uzbrojenia i sprzętu wojskowego”. Między innymi: „polski system instytucjonalno-prawny pozyskiwania uzbrojenia i sprzętu wojskowego dla Sił Zbrojnych RP tworzy szereg podmiotów administracji cywilnej i wojskowej o rozproszonych kompetencjach. Spośród nich kluczową rolę odgrywa Minister Obrony Narodowej oraz Inspektorat Uzbrojenia(IU). Szef resortu przygotowuje najważniejsze dokumenty określające jaki sprzęt jest potrzebny Siłom Zbrojnym RP. Z kolei Inspektorat odpowiada za organizację i przebieg procedur przetargowych w zakresie nabywania uzbrojenia. Warunki, w których funkcjonują obie instytucje nie sprzyjają realizacji postawionych przez nimi zadań. Obowiązujące regulacje prawne nie wpływają pozytywnie na szybkość prowadzenia postępowań w sprawie udzielania zamówień w dziedzinach obronności i bezpieczeństwa państwa”. Trudno też nie zgodzić się z postulatem dotyczącym potrzeby przeprowadzenia zmian i radykalnej poprawy sytuacji: „mając na uwadze powyższe warto wskazać, że wiele państw zdecydowało się na centralizację zakupów uzbrojenia. Kraje takie jak Szwecja, Francja, Niemcy czy Norwegia wyznaczyły po jednej instytucji, o szerokich kompetencjach, odpowiedzialnej łącznie za cały proces nabywania sprzętu: od identyfikacji produktów dostępnych na rynku spełniających wymagania operacyjne, przez organizację procedury przetargowej, po negocjacje i podpisywanie kontraktów, a następnie nadzór nad użytkowaniem sprzętu, promocję na zagranicznych rynkach oraz utylizację po zakończeniu służby. Polska może wziąć przykład z sojuszników i również powołać jedną instytucję - Agencję Uzbrojenia”.


O autorze: Ryszard Szczepan Demczuk, wiceadmirał (rezerwy)


Ostatnio opublikowane:
  • YouTube
  • Twitter Ikona społeczna
  • Facebook Social Ikona