Jaka reakcja NATO na wojnę hybrydową?

Zajęcie Krymu przez Rosję i atak na Ukrainę w Donbasie w 2014 r. zainspirowały badania nad nowym charakterem wojny. Zwolennicy teorii wojny hybrydowej zakładają, że państwa-agresorzy mogą osiągać cele polityczne wobec swoich ofiar przy minimalnym zaangażowaniu sił zbrojnych w walce, dzięki manipulowaniu opinią publiczną i ingerowaniu w scenę polityczną na wielką skalę. Koszt tych operacji jest nieporównywalnie mniejszy od pełnowymiarowego konfliktu zbrojnego. Rozproszenie mediów ułatwia dezinformowanie społeczeństw, a oparcie zarządzania infrastrukturą krytyczną na technologii cyfrowej umożliwia ataki dywersyjne na nią spoza terytorium wroga i czyni je powszechniejszymi. Na Ukrainie czynnikiem decydującym o realizacji celu politycznego jest wciąż jeszcze siła militarna i walka zbrojna, jednak dezinformacja i wojna psychologiczna mogą w sprzyjających warunkach doprowadzić do osiągnięcia taktycznej przewagi i strategicznych korzyści.


W 2006 roku spotkałem się ze Zbigniewem Brzezińskim. Rozmawialiśmy o zagrożeniach dla bezpieczeństwa Polski i regionu i w pewnym momencie powiedział: „Proszę sobie wyobrazić, że w jednym z państw Europy Środkowo-Wschodniej główne instytucje władzy, stacje telewizyjne i radiowe oraz porty lotnicze zostają zajęte przez niezidentyfikowane oddziały. Jednocześnie formuje się rząd, złożony z obywateli tego państwa, który informuje, że przejmuje władzę, aby zapobiec jeszcze większemu niebezpieczeństwu. Jeśli ta akcja się powiedzie, trudno będzie uznać bezsprzecznie, że jest to atak obcego mocarstwa. Powstałe wówczas zamieszanie da czas wrogowi na podjęcie dalszych działań i zneutralizowanie zdolności obronne zaatakowanego państwa.” Słowa te dziś brzmią niemal jak przepowiednia hybrydowego ataku na Krym. Rosyjskie „zielone ludziki”, żołnierze nie posiadający żadnych oznaczeń zajęły kluczowe dla funkcjonowania państwa instytucje, ogłaszając, że ich celem jest podjęcie przez władze Autonomii Krymskiej decyzji o niepodległości względem Ukrainy. Przyglądaliśmy się wówczas bezsilności oddziałów ukraińskich, które na półwyspie nie podjęły żadnych działań obronnych. Dziś wiemy, że byli tam dowódcy, którzy wciąż prosili Kijów o rozkazy, pytali, jak mają się zachować oraz czy w obronie mają otworzyć ogień. Rozkazy nie nadeszły. Władze w Kijowie nie miały żadnych procedur na taką sytuację.


Opisany przez Brzezińskiego scenariusz dotyczył nie tylko zajęcia Krymu. Rosjanie zastosowali go w Czarnogórze w październiku 2016 roku. Wynik odbywających się tam wyborów parlamentarnych miał przesądzić o przystąpieniu tego kraju do NATO. Nastąpiła próba zamachu stanu, a prokuratura w Podgoricy przedstawiła oskarżenie, iż kierowana przez rosyjski wywiad część prorosyjskiej opozycji czarnogórskiej, przy współudziale Serbów chciała doprowadzić do rozruchów i przejąć władzę w kraju. W przygotowaniu zamachu miał uczestniczyć m.in. były zastępca rosyjskiego attache wojskowego w Polsce, Eduard Szyszmakow. Zamach stanu został szczęśliwie uniemożliwiony dzięki działaniom służb czarnogórskich.


Wyobraźmy sobie jednak, że sytuacja opisana przez Brzezińskiego dotyczy państwa członkowskiego NATO. Czy atak niezidentyfikowanych sił nie utrudni reakcji zgodnej z artykułem 5 Traktatu Północnoatlantyckiego? Czy taki atak, przy wątpliwościach co do tożsamości agresora, zostanie bezsprzecznie zidentyfikowany jako agresja z zewnątrz, a nie wewnętrzny przewrót? W państwach bałtyckich, mających znaczącą mniejszość rosyjską, próbie przewrotu mogą towarzyszyć sprowokowane walki na tle etnicznym, co dodatkowo utrudni ocenę sytuacji. Z tego punktu widzenia wojna hybrydowa może być dla Rosji idealnym instrumentem odkładającym w czasie reakcję sojuszu, az do momentu w którym sytuacja rozwinie się zgodnie z jej oczekiwaniami. Artykuł 5 stanowiący o zbiorowej obronie sformułowany jest w bardzo elastyczny sposób. To jego zaleta, bowiem nie przesądzając sposobu reakcji, umożliwia jej podjęcie adekwatnie do zagrożenia. Warunkiem jego skutecznego zastosowania jest jednak wola sojuszników, a przede wszystkim Stanów Zjednoczonych. Traktat Waszyngtoński pisany był w realiach Zimnej Wojny, kiedy głównym zagrożeniem była inwazja Związku Sowieckiego na terytorium jednego z członków sojuszu. „Terytorialność” konfliktu oraz identyfikacja agresora wyznaczały jego interpretację. Dziś, gdy dzięki technologiom możliwe są ataki nie naruszające tradycyjnie rozumianego terytorium państwa, owa interpretacja nie jest już oczywista. Obecnie przeważa opinia, że atak informatyczny na wojskową lub cywilną infrastrukturę krytyczną jest wystarczającym powodem do uruchomienia artykułu 5. Reakcja na atak nie musi mieć charakteru militarnego, lecz np.dyplomatyczny lub polegający na pomocy technicznej. Przykłady Krymu i Czarnogóry pokazują, że należy pójść dalej i objąć interpretacją 5 artykułu także inne objawy wojny hybrydowej. Działania hybrydowe mogą być tylko wstępem do tradycyjnego ataku militarnego. Zwłaszcza, że Rosja zwiększając zdolność do osiągania celów politycznych środkami niekonwencjonalnymi, modernizuje jednocześnie swoje siły zbrojne. Plan modernizacji zakładał między innymi wymianę 50% uzbrojenia do końca 2016 roku. Co roku prowadzone są intensywne szkolenia wszystkich rodzajów sił zbrojnych, włącznie z nuklearnymi. Dodatkowo wraz z ćwiczeniami wojskowymi trwają szkolenia wszystkich instytucji państwa na wypadek wojny. Celem jest przygotowanie do niej nie tylko wojska, ale wręcz całego państwa. W ten sposób Rosja staje się gotowa na przekształcenie konfliktu hybrydowego w pełnowymiarowy konflikt zbrojny.


O autorze: Paweł Zalewski

Artykuł opublikowany także we wstępie do publikacji pokonferencyjnej "Wojna hybrydowa na Ukrainie"

Ostatnio opublikowane:
  • YouTube
  • Twitter Ikona społeczna
  • Facebook Social Ikona