Donald Trump i Ukraina

Po wyborze Donalda Trumpa mogło się wydawać, że relacje nowej administracji waszyngtońskiej z Kijowem będą delikatnie mówiąc chłodne, a chęć nowego prezydenta do włączenia się w konflikt w Donbasie żadna. Złożyło się na to kilka czynników: od tego, że w przekonaniu otoczenia, jeszcze wtedy kandydata Trumpa, dominowało przeświadczenie, że władze w Kijowie sprzyjają kandydaturze Hilary Clinton aż po ogólne przekonanie wielu obserwatorów, że potencjalna prezydentura miliardera musi zacząć się od prób porozumienia z Moskwą.

Fot: https://www.flickr.com/photos/68842444@N03/31749258923


Po kilku miesiącach widać, że sprawy układają się inaczej niż przewidywała większość obserwatorów. Zdecydowało o tym kilka czynników.


Po pierwsze: sprawy wewnętrzne w USA, nowy prezydent musi za wszelką cenę unikać posądzeń o sprzyjanie Rosji.


Po drugie: m.in. z tego względu pierwszy raz od czasów Reagana jednak nie doszło po zmianie prezydenta w USA nawet do przejściowego ocieplenia w relacjach z Rosją, można co najwyżej mówić o pewnej stabilizacji.


Po trzecie: Donald Trump stara się pokazać jako zwolennik wolności w republikańskim stylu, stara się, by jego słowa w jak największym stopniu pokrywały się z czynami, a z tego punktu widzenia wojna w Donbasie jest wygodnym teatrem politycznych demonstracji.


Po czwarte: amerykańskie firmy mają potencjalne i obecne interesy na Ukrainie.


Po piąte: najwyraźniej pozytywnie zaiskrzyło między prezydentem Ukrainy a prezydentem Trumpem. Dzisiaj wielu obserwatorów w Kijowie bliskich jest już przekonania, że prezydentura Trumpa może się okazać z punktu widzenia Ukrainy korzystniejsza niż czasy Baracka Obamy, czyli, że skończy się odwrotnie niż zakładano.


Administracja waszyngtońska stara się zatem wręcz zademonstrować, że dostrzega kwestię ukraińską i właściwie rozumie sens wojny w Donbasie. Stąd dwa tygodnie temu Biały Dom doprowadził do krótkiego spotkania Poroszenko – Trump po rozmowach prezydenta Ukrainy z wiceprezydentem USA, stąd też w warszawskim przemówieniu Trumpa znalazło się zdanie odnoszące się do negatywnej roli Rosji na Ukrainie i wojny w Donbasie. Stąd także wizyta Rexa Tillersona w Kijowie zapowiedziana na 9 lipca, a przede wszystkim ogłoszenie dokładnie w dniu pierwszego spotkania Putin – Trump, że USA wyślą specjalnego przedstawiciela ds. konfliktu w Donbasie i będzie to dyplomata powiązany ze sceptycznym wobec Rosji senatorem McCainem.


Z całą pewnością prezydent Donald Trump nie ma jeszcze wypracowanej całościowej linii politycznej wobec Rosji ani wobec Ukrainy, jedno można już jednak powiedzieć: czarny scenariusz się raczej nie sprawdzi.


O autorze: dr Paweł Kowal

Ostatnio opublikowane:
  • YouTube
  • Twitter Ikona społeczna
  • Facebook Social Ikona